);
Codziennie i od święta,  Jak rodzic rodzicowi

Niebezpiecznie inteligentny mały diabeł. ..czyli jak najadłam się strachu nie na żarty…

Był dzień jakich wiele, szary i ponury. Byłam w pracy. Potem pojechałam po Asię do zerówki.  Ali spał, a Zuzia była w salonie z ciocią. Wróciłyśmy do domu.  Było jakoś cicho, Zuzia nie przybiegła do drzwi. Gdy weszłam do salonu zobaczyłam ją głupio się uśmiechającą, stojącą w kuchni i ciocię dobijającą się do drzwi z ogrodu – zamkniętych na klamkę od środka. Była bardzo blada i wzburzona. Powiedziałam – Zuzia jak mogłaś zamknąć ciocię w ogrodzie! – i otworzyłam drzwi.
Ciocia powiedziała przerażona, że  Zuzia wypiła syrop, całą butelkę.  Nie mogłam uwierzyć. Opakowanie stało nadal na najwyższej półce w kuchni, zamknięte, a Zuzia miała wtedy mniej niż metr wzrostu i niecałe 3,5 roku. Zdziwiona weszłam na stołek i zdjęłam syrop. Pudełko zamknięte, butelka zakręcona, ale pusta. Przeraziłam się i jednocześnie byłam na nią wściekła. Nie mogłam sobie przypomnieć jakie skutki, może mieć przedawkowanie loratadyny, nie mogłam wymyślić co zrobić. Za dużo emocji. W końcu wygasiłam złość i zaczęłam myśleć.

 Zrozumiałam, że jedynym sposobem, by uniknąć powikłań, jakie by nie były, jest zmusić ją do wymiotów.  Ciocia, powiedziała, że gdy się tam wspinała i wzięła syrop, prosiła ją przez okno, by przestała. Mówiła: Zuzia nie pij, mama Cię zbije, będziesz chorować, pójdziesz do szpitala, w końcu umrzesz, a ona na to: ty mnie kłamiesz ciocia i następny kieliszek syropu do buzi.
Powiedziałam jej w oczy surowym tonem, że jeżeli tego nie zwymiotuje to może umrzeć. Mi uwierzyła. Posłusznie wypiła wody z solą, choć oczywiście płakała i potem musiałam wkładać jej palce w gardło i tak wymiotowała dopóki nie przestał lecieć syrop. „UWAGA” Nie róbcie tego sami w domu – jedźcie do szpitala! Ja jestem lekarzem, wiem co i jak robić, umiem zapobiec zachłyśnięciu się itp. dlatego mogłam tak postępować.

Potem pojechałyśmy jeszcze do szpitala, tak na wszelki wypadek.  Gdy mieli pobrać jej krew, powiedziałam, że to będzie boleć, ale to konieczne.  Pielęgniarz spojrzał na mnie złowrogo, ale po co miałam kłamać?  Zuzia nie mrugnęła nawet okiem przy kłuciu, patrzyła z zainteresowaniem jak pan zakładał jej wenflon. Na Ekg też była spokojna i raczej zaciekawiona niż przestraszona. Ten śliczny diabełek migiem zdobył serce wszystkich w poczekalni. I za moment siedziała na co innych kolanach. Za niedługą chwilę przyszły wyniki krwi,  zobaczyłam, że poziom glukozy był niski. Wiedziałem, że zwróciła cały syrop,w  końcu to słodki ulepek.
Zapytałam ją czemu to zrobiła. Powiedziała, że  ciocia nie chciała jej dać jej porcji syropu, bo nie wiedziała czy już nie dostała ode mnie, więc gdy wyszła do ogrodu zamknęła ją tam, by jej nie przeszkadzała. A wypiła cały syrop, bo był dobry.
Choć jestem pewna, że po tym wszystkim już nigdy nie zrobiłabym czegoś podobnego leki trafiły do zamykanej szafki…
Że też taki pomysł mógł wpaść do tej małej główki. Nie dość, że z premedytacją zamknęła ciocię w ogrodzie, wyspinała się tak wysoko, to jeszcze gdy usłyszała, że wchodzimy zakręciła butelkę, włożyła do pudełka i zdążyła z powrotem ją odłożyć.

Dodaj komentarz