);
Codziennie i od święta

Miłość przez internet – jak zrobić to bezpiecznie?

Miłość przez internet – ja i mój mąż. Z resztą spotkać informatyka tak najłatwiej;). Zrobiłam to w sposób, który uważam za rozważny i bezpieczny. Staram się teraz przekazać go moim dzieciom, bo nie wiadomo co ich w życiu spotka. Ja byłam dorosła i myślałam o konsekwencjach. Moje dzieci mogą przecież poznać kogoś przez internet mając naście lat i zapomnieć o możliwych niebezpieczeństwach. Może i Wam się to przyda?
Dlatego opowiem Wam jak poznałam moją miłość przez internet. Będzie to historia nieco romantyczna, a nieco pouczająca. To chyba niezłe zestawienie:)

Miłość przez internet – jak to się zaczęło?

Moje zdjęcie, imię i nr Gadu Gadu (kto jeszcze pamięta?) trafiły do portalu randkowego przypadkiem i na kilka dni jedynie. Stało się to z powodu małego żartu. Był taki portal „lustereczko”, gdzie można było wrzucić swoje zdjęcie (lub czyjeś;)) i każdy mu przyznawać mu punkty od 1-10. Miałam nieco zbyt pewnych siebie kolegów na studiach i przekornie wrzuciłam tam ich nie najlepszą fotkę. Zrobiłam to tylko na dobę, potem skasowałam. Ale wcześniej mogli zobaczyć, że nie dostali tyle punktów ile wydawało im się, że powinni;). W odwecie wrzucili moją (całkiem dobrą!) fotkę na portal randkowy. Było to w czwartek. W piątek dali mi hasło, by móc to skasować, ale dopiero w niedzielę miałam czas siąść do komputera i usunęłam mój profil.
W to niedzielne popołudnie zauważyłam też, że na GG mam 6 wiadomości od nieznanych mi mężczyzn. Nr mieli z portalu randkowego. Przeglądnęłam wiadomości. Dwie były wulgarne i od razu zablokowałam ich autorów. Pozostałe cztery brzmiały dość sympatycznie i pomyślałam „A co tam, popiszę, to przecież nic takiego”.
Rozmawiałam z tymi czterema panami kilka dni. Znaczy z jednym tylko dwa, bo okazał się niezłym świrem;). Cała reszta była naprawdę miła. W końcu wszyscy zaproponowali spotkanie w „realu”. Tak to były takie czasy, że ludzie używali internetu, by kogoś poznać, ale ogólnie to woleli rozmawiać twarzą w twarz;). Umówiłam się z nimi. Z jednym w piąte, drugim w sobotę, a trzecim w niedzielę! Niezłe co? 😉

Miłość przez internet – jak zrobić to bezpiecznie?

I tu następuje część pouczająca! Tak, umówiłam się przez internet. W miejscach publicznych, gdzie wiedziałam, że będzie tłum ludzi. „Za jasnego”. I to ja dokonywałam wyboru. O moich wyjściach poinformowałam dwie osoby – przyjaciółkę i mamę. Wiedziały, gdzie idę i o której godzinie.
Gdy tylko spotkałam się z danym panem i ustaliliśmy, gdzie idziemy (pub/restauracja w pobliżu) wysyłałam smsa z lokalizacja i małym opisem mojego towarzysza do przyjaciółki, a on o tym wiedział! Teraz jest łatwiej, można zrobić sobie fotkę i ja przesłać! Najlepiej do dwóch osób.
I tak sobie myślę, że chciałabym być jedną z tych osób, gdy moja córka łub syn umówią się z kimś przez sieć. Ale im mówię, że to może być ktokolwiek, byle był!

Miłość przez internet – nasza historia

Pierwsze spotkanie
A teraz część bardziej romantyczna;). Piątek i sobota były nieciekawe. Obaj panowie bez bariery ekranu stracili na atrakcyjności. I nie chodzi wcale o wygląd. Każdy był inny, ale żaden nie taki brzydki, bo nie dać mu szansy;). Po prostu nie potrafili rozmawiać na żywo. Próbowałam wielu tematów i nic. Miałam wrażenia, że podczas rozmów na GG wyszukiwali odpowiedzi w Google.. (tak google już było;). Nie, to nie było to. Nie umówiłam się więcej.
Za to niedziela, była inna! Chłopak, na którego czekałam nie wyróżniał się specjalnie. Chudy brunet o krzaczastych brwiach, ubrany w stanowczo za szerokie dżinsy, wyświechtana koszulkę i kurtkę, jak po dziadku;). Szedł przygarbiony i ewidentnie podenerwowany. Wrażenia nie robił, ale też nie odpychał. Ot typowy student informatyki, co nie wie, czy dobrze wygląda, bo komputer mu tego nie powie. (Pamiętajcie, że o FB, instagramie itp. jeszcze wtedy nikt u nas nie słyszał;), albo prawie nikt).
Poszliśmy razem do pubu na piwo. Nawet pamiętam, że piłam Dębowe Mocne, a kompletnie nie pamiętam kiedy to było, choć mój mąż uparcie twierdzi, że 9 kwietnia ;). Siedliśmy przy stoliku naprzeciwko siebie i rozmawialiśmy. O pogodzie, podróżach, studiach, rodzicach, filmach, imprezach… 2h i 3 piwa dalej nadal mieliśmy, o czym rozmawiać. I to właśnie było to. To właśnie był powód, by spotkać się znowu i znowu. Potem od przyjaciela męża dowiedziałam się, że jego skłonił raczej mój biust;) i fakt, że nie maluję paznokci. Jakoś tego nie lubił, tak samo jak ja. (To jeden z powodów, dla którego wybrałam chirurgię;) – jest wymówka!).
Rozwój wydarzeń
Kolejne randki też były udane. Poszliśmy do kina i dał się przekonać, że komedie romantyczne to zupełnie nie to co jestem w stanie znieść;). Wybraliśmy film akcji. A potem zaprosił mnie na ping ponga do akademika. Zrobił to dokładnie tak: „Wiesz u nas w akademiku jest stół do ping ponga, może przyjdziesz do mnie pograć w piątek, kolega z pokoju wyjeżdża do domu na cały weekend.” 😉 Tak, ping pong był zacny. Wygrałam;). Nie przeszkadzało nawet to, że po drodze do akademika pękła mu reklamówka i wino, które niósł roztrzaskało się o chodnik. Kupiliśmy drugie. Teraz nie byłoby takich atrakcji, bo używamy mocnych wielorazowych toreb;).
Pamiętam też inny wieczór w akademiku i bardzo dobry film, którego zakończenia nigdy nie poznałam, bo ile razy później zaczynaliśmy go oglądać przypominała nam się tamta noc i kończyło się tak samo;).
Zaręczyny
A nasze zaręczyny? Też były specyficzne. On chciał, bym pokazała mu jakie pierścionki mi się podobają. Tak na przyszłość. Byliśmy na zakupach w supermarkecie i był tam też jubiler. Weszliśmy popatrzeć. I był taki właśnie pierścionek, jaki chciałam. A nad nim wielki napis „Zniżka dla studentów 20%”. Był 29 października, a nasze legitymacje traciły ważność definitywnie 30go.. Co było robić?;) Kupił. A jak już miał to i się oświadczył… Kupiliśmy szampana, bo szliśmy na imprezę do przyjaciół i było co świętować:).
Nasza historia zawsze była niezwyczajna. Czasem bywało pięknie i zabawnie, czasem dramatycznie – możecie tutaj poczytać o naszym niestety bardzo trudnym ślubie. Ale ze wszystkim sobie radziliśmy razem i mam nadzieję, że tak będzie zawsze!
Ten post powstał z okazji Tygodnia Małżeństw. Oto linki do oficjalnej polskiej i ogólnoświatowej strony tego wydarzenia:
http://tydzienmalzenstwa.pl/
http://www.marriage-weekinternational.com/

A to blog twórcy naszej blogerskiej inicjatywy!
https://www.mocem.pl/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *