);
Jak rodzic rodzicowi

Zwierzę dla dziecka? Nigdy nie kupuj!

 
Zwierzę dla dziecka? No cóż dobrego może przyjść z takiego futrzanego (lub nie) stwora w naszym domu? Jeszcze jakaś teściowa lub ciotka (albo matka, wujek, koleżanka – absolutnie się nikogo szczególnie nie czepiam) powiedzą Wam – „Kot/pies/chomik przy dziecku? Zwariowaliście? Oddajcie to gdzieś do czasu jak mały/a zacznie chodzić/jeździć na rowerze/pójdzie na studia.” Jeszcze może rybki przejdą, ale tak że dwie w małym słoiku, bo duże akwarium to przecież wilgoć no i może spaść, potłuc się i krzywdę zrobić. 

Zwierzęta to bakterie! 

Wszystkie te stwory to przecież same bakterie!Żadne zwierzę dla dziecka nie będzie sterylne! No bo taki kot ma całe 10 x mniej bakterii w pysku niż człowiek, a pies to nawet 100 x mniej! Masakra! Jak to poliże to jeszcze się zmiany skórne wygoją i nie będzie po co stosować drogich kremów. 

Zwierzę dla dziecka? Przecież pogryzie! 

No i one są przecież agresywne! Gryzą, drapią itp. w swojej obronie i prawie zawsze po wydaniu ostrzeżenia paszczą. Jeszcze czego! Dziecko nauczy się delikatnie z nimi obchodzić i na dodatek może przypadkowo zrozumieć, że inni mają inne potrzeby niż ono i nie zawsze można mieć to czego się chce. Zdecydowanie zwierzę dla dziecka to za duży balast. 

A te uczucia? 

Ale jeszcze gorsze jest to, że taki zwierz normalnie wciska się nam z uczuciami. Kocha to nas i dzieciaki okropnie i co więcej z wzajemnością. To, że pies nie odstępuje swoich „młodych” – czyli naszych dzieci na krok to każdy chyba widzi, pozwoli im nawet wejść sobie na głowę (często dosłownie), by tylko wyrwać od nich jakieś głaski czy buziaki, albo móc polizać po uchu. Ale powiem wam z doświadczenia, że uważane za nieczułe i zimne koty też potrafią wyszarpać sporą dawkę uczuć z dzieci! Taki futrzak potrafi przesiedzieć całą noc przy łóżku gorączkującego malucha, by rano, gdy lepiej się on poczuje dostać nieporadne głaski, nawet pod włos. Do tego pakują się do łóżek dzieci, nie zważając nawet na to, że małe kładą się na nich. Taki futrzak potrafi przespać całą noc pod głową dziecka i nawet nie miauknąć – a po co? Bo wie, że rano będą ochy i achy, ze kicia jest w łóżku… 

Potem jest gorzej. 

A może być tylko gorzej. Zwierza trzeba karmić, wypuszczać do ogrodu lub wyprowadzać, czyścić im kuwetę, wycierać łapy po spacerze itp. I co? I wasze dziecko przestaje być maluszkiem co to go trzeba nynać tylko zaczyna być odpowiedzialne, systematyczne i punktualne! Kto ma psa ten wie, że jak przychodzi pora spaceru – to nie ma zmiłuj, się o swoje upomni! A kot? Lepszy od budzika! Doskonale wie, o której ma zabrzmieć budzik i dokładnie 5 min przed zaczyna domagać się swoich praw. Koniec z dzidziusiami mamy samodzielnych i odpowiedzialnych obywateli!

I jeszcze więcej…

Tak można by wymieniać w nieskończoność. Zwierzę dla dziecka bywa zbyt pomoce. Potrafi wyczuć i zrozumieć ludzkie emocje lepiej niż rodzice i położyć pysk czy mruczący brzuch tam, gdzie trzeba, by prysły smutki i świat stał się lepszy. Zwierz ma czas dla dzieci zawsze, w przeciwieństwie do nas. A najgorsze, że jest taki piękny, słodki i często mięciutki.
 
A teraz koniec ironizowania… Serio: Zwierzę dla dziecka – nigdy nie kupuj!
 
Zdziwieni? Mamy kotki od wielu lat – jedną znalazłam po szpitalem na granicy życia i śmierci z głodu, bezzębną i wystraszoną, dwie mieszkały na budowie naszego osiedla i gdy się zakończyła zostały same – nie mogłam ich tak zostawić. Kolejną ktoś wyrzucił na naszym miniosiedlu z auta. Inna była ze Schroniska. Kochałam i kocham je jak członków rodziny i moje dzieci też tak mają. Nie wyobrażam sobie domu bez zwierząt. 

Zwierzę dla dziecka – nie! Zawsze dla dorosłego. 

Ale to moje koty! Bo to ja jestem dorosła. To ja zarabiam na ich żywienie. Właśnie ja odpowiadam za ich zdrowie. To ja odpowiadam za członków mojej rodziny, a za takich uznaję zwierzaki. Ja znaczy my – mąż oczywiście też się wlicza;). 
 
Druga sprawa to „kupcie”. A może lepiej wziąć? Tyle jest cudnych stworzeń w schroniskach i fundacjach. Bywają trudne, są po przejściach, ale mają ogrom miłości w sobie!
 
Dlatego gorąco namawiam: 

Macie dzieci, czy ich nie macie – weźcie sobie zwierzaka!

 
 
 
Postaw mi kawę na buycoffee.to

A tu kupisz moje książki.

2 komentarze

  • Nasze Bąbelkowo

    Kiedy byłam dzieckiem wszystkie moje zwierzaki były przyniesione z ulicy – czy to kot , czy pies, czy nawet ptaszek ze złamanym skrzydłem. Ale teraz nie planujemy zwierzaka dla Bąbla – z prostego powodu, że zbyt często nas w tym domu nie ma (a nie będzie jeszcze częściej, kiedy już wrócę do pracy). Zdecydowanie nie jesteśmy typem domatorów, ciągle nas gdzieś nosi – a niestety nie wszędzie da się zwierzę ze sobą zabrać. Kiedy pomyślę, że my wybywamy do pracy, Młody do przedszkola, a piesek zostaje sam na 3/4 dnia – to jakoś nie chcę dla niego takiego losu. Junior ma kontakt ze zwierzętami u jednych i drugich dziadków – oraz w zaprzyjaźnionym gospodarstwie agroturystycznym.

  • Kaś

    Daletego my mamy koty -psa bym też nie wzięła, bo nas sporo nie ma. Ale kot lubi samotność, a jak jest ich 3 to już wogóle jest im fajnie. Nawet jak wyjeżdżamy to nasza kochana ciocia Jola przyjeżdża do nich na godzinę dziennie i są zadowolone. Natomiast chwalę za odpowidzialnośc! Oby wszyscy ją mieli…a nie przed wakacjami schroniska w szwach pękają..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *