);
W świecie bliskim i dalekim

Pamiętnik z wakacji 6 – jedziemy w góry

Rano jeszcze dzieci wymęczyły zwierzaki babci i małą koleżankę – sąsiadkę, a my spakowaliśmy co trzeba i po lunchu i uronieniu łez pożegnalnych przez babcię i Asię, ruszyliśmy w trasę. Cel – Zakopane. Tylko 200 km do zrobienia – pikuś;). Zwłaszcza, że krajobraz piękny i zmienny. Najpierw pagórki Beskidu Niskiego, potem Beskid Sądecki i na przedgórzu Pienin malownicza wioska Kamianna, gdzie kraina jest iście miodem płynąca:).
Warto by dzieci wiedziały, że produkty spożywcze nie biorą się „ze sklepu”. W pasiece przyklasztornej w Kamiannej można na własne oczy przekonać się, kto i jak robi miód, którym zajadają się w czwartkowe poranki. Są tu też piękne ule z dawnych lat. Wyglądają jak kapliczki, postacie świętych – przede wszystkim św Ambrożego patrona pszczelarzy, kolorowe domki, grzybki i wiele innych. Powyżej jest aktywna pasieka. Kilka pierwszych uli również trzyma bajkowy klimat, a te dalsze już bardziej klasyczne rozbrzmiewają rojami pszczół. Na wycieczce z przewodnikiem można do ula zajrzeć. Jest też muzeum, w którym wyeksponowano sprzęt pszczelarski z różnych czasów, jak i nowoczesne metody stosowane dzisiaj. Jest też ul w przekroju! Aktywny! Można przez szybę zobaczyć pracujące owady. 
W kościele „miodowym” nawet ołtarze wyglądają jakby wyjęto je z ula. Do tego wokół pełno jest pięknych świec z wosku pszczelego. Takie świece jak również przeróżne miody, w tym pitne można zakupić w sklepiku. My kupiliśmy przepyszny i aromatyczny miód leśny dla dzieci oraz buteleczkę lokalnego dwójniaka dla nas;). Potem trasa przez Pieniny i w końcu z widokiem na Tatry sprawiała przyjemność już sama w sobie. Dojechaliśmy do apartamentu ok. 18.  Głodni jak wilki – toż to nasza pora obiadu. Zebraliśmy się więc szybko i wyruszyliśmy na Krupówki. Tata włączył nawigację w telefonie, więc oczywiście się zgubiliśmy;) I zamiast 700m zrobiliśmy 2km…co tam:) Za to pierogi, naleśniki i sałatki z baru sałatkowego smakowały jak nigdy:) 

Dodaj komentarz