);
do przedszkola
Jak rodzic rodzicowi

Do przedszkola wcześnie rano – znów spóźniłam się przez ciebie

 
Do przedszkola udawaliśmy się dość wcześnie rano, bym mogła zdążyć potem na odprawę do pracy. Budzik wyrwał mnie ze snu. Zdałam sobie sprawę, że pulsujący ból w mojej głowie, który we śnie był efektem uderzenia się o skałę podczas ścigania groźnego przestępcy (fanka kryminałów;)), nie minął. Gdy budzę się z migreną, to czuję się tak jakbym wcale nie spała. Ledwo zwlokłam się z łóżka. Ogarnięcie mycia, malowania i czesanie zajęło mi kilka minut więcej niż zwykle.

Na nikogo nie można liczyć!

Mój mąż też nie mógł się obudzić. W końcu dzieci obudziliśmy też kilka minut po „ich” budziku. Ali był zaspany i nie chciał się ubierać, trzeba było go przekonywać mówiąc, że spóźni się do przedszkola. Poszłam robić śniadanie. Wszystko w pośpiechu i z pulsującą skronią. Wzięłam tabletkę, ale wiadomo zadziała za jakieś pół godziny. Na szczęście śniadanie poszło sprawnie. Uczesałam dziewczynki i wysłałam Aleksa, by ubierał buty. Po chwili do niego dołączyłam. Było późno, ale „znośnie”.
Zawsze coś…
Tuż przed założeniem kurtki i wyjściem do przedszkola Ali stwierdził, że chce kupę. Zdjął więc buty i poszedł do łazienki. Zamiast się „normalnie” wytrzeć postanowił rozwinąć 1/3 rolki papieru i zawoła mnie, że ma problem. Głowa jeszcze pulsowała, czas mijał i w mojej głowie powoli rodził się potwór. Wytrzymałam, mówiąc tylko, że papier służy do wycierania pupy, a nie takiej zabawy i to nie pora na takie pomysły.

Musimy iść do  przedszkola!

Zwinęłam papier, a Ali miał się w tym czasie ubrać. Ale zamiast tego założył buty na ręce i się wygłupiał rzucając nimi przez przedpokój. Gdy weszłam wylądowały pod moimi nogami. Nerwy mi puściły. Odrzuciłam mu buty mówiąc stanowczo za głośno, żeby się natychmiast ubierał. A potem dodając, że znów się spóźnię do pracy. W końcu wyjechaliśmy. Po drodze ból głowy zelżał, a ja się uspokoiłam. Weszliśmy do przedszkola już w dobrym nastroju, mimo że było późno i wiedziałam, że już nie zdążę na odprawę. 

Obserwacja

Ali się rozbierał. Do przedszkola wszedł tata z 4 letnim synkiem. Chłopcem bardzo malutkim, ale przy tym mądrym i sympatycznym. Ojciec miał stężałą twarz. Też był spóźniony. Ściągną synowi kurtkę i wepchną ją do szafki. Mały krzykną, tato, ale miałem ci pokazać co włożyłem do kieszeni. Ojciec odburkną, ze nie ma czasu, że spóźni się do pracy. Mały przestał się rozbierać i zaczął płakać.

Emocje i stres

Jestem pewna, że w tym momencie ojciec chciał go uderzyć, ale napotkał mój wzrok, więc „tylko” gwałtownie przytrzymał syna przy sobie i przez zaciśnięte zęby wycedził: „Rozbieraj się, bo znów spóźnię się przez ciebie do pracy. Nie chcę cię więcej odprowadzać do przedszkola.” Następnie praktycznie zerwał z płaczącego syna spodnie śniegowce.

Oferta pomocy

Zaproponowałam, że skoro tak się spieszy to ja pomogę jego dziecku się przebrać i odprowadzę je do sali. Zmieszał się. Myślałam, ze coś zrozumiał, bo wyjął kurtkę chłopca i pozwolił mu wyjąć 2 zabawki, które tak były dla niego cenne. Mały przestał płakać i z uśmiecham rozprawiając o swoich skarbach, przebrał buty. Tata odprowadził go do sali. Mały pytał, czy mu pomacha. Odpowiedział – tak, tak i idź już proszę do przedszkola, i wyszedł.
 

Miał zawsze machać, gdy odprowadza do przedszkola…

 
My też skończyliśmy i wyszłam równo z tym panem. Nie odwracając się w stronę budynku pobiegł w swoją stronę. Poszłam pomachać Aleksowi, który uśmiechnięty od ucha do ucha czekał na moje „głupie miny”. Przy drugim oknie stał mały chłopiec, wielkie łzy spływały mu po policzkach, gdy patrzył jak tata odchodzi, bez machania. Dobiegła do niego kochana Pani Ela. Widziałam w jej oczach złość, gdy wskazałam jej, że tata tego malucha już poszedł. Podeszłam do okna, w którym odbywał się ten „mały-wielki” dramat i zaczęłam machać do chłopca. Pani Ela powiedziała mu, żeby na mnie spojrzał. Zrobiłam wszystkie najgłupsze i najbardziej zwariowane miny jakie umiem zrobić i mały się roześmiał. Pomachaliśmy do siebie i wysłaliśmy sobie buziaki. On odszedł uspokojony. A ja roztrzęsiona.
 
Teraz to mi spływały z oczu łzy jak grochy. Bolało mnie to, że on nie miał uwagi ojca, że ojciec chciał go uderzyć, że potraktował go dość brutalnie i że zawiódł jego zaufanie. Ale najbardziej bolało mnie, że o poranku w drodze do przedszkola ja również postąpiłam w jednej kwestii tak samo. 
 

Ja również sprawiłam, że mój synek poczuł się winny mojego spóźnienia. 

 
A gdzie w tym wszystkim wina dzieci? To nie wina dziecka, że ja wstałam „lewą nogą”. Nie jego wina, że bolała mnie głowa. Ani to, że wszystko szło powoli. To nie jest jego wina, że jest dzieckiem! Ma prawo chcieć kupę, gdy właśnie wychodzimy do przedszkola. Ma prawo się wygłupiać, gdy nie trzeba. Ma prawo mieć swoje skarby. Ma prawo chcieć naszej uwagi. I ma prawo do dotrzymanie mu obietnic!
 

Rozumiem nerwy w drodze do przedszkola

Rozumiem cię rodzicu, który się spieszysz do pracy. Rozumiem stres i frustrację. Też tak miewam! Ale ci powiem jedno: to tylko twoja (nasza) wina. To ty (ja) mogłeś wstać wcześniej. Tak ja też nie mam na to ochoty!. Ale od tej chwili wiem, że jeśli się spóźnię do pracy (nienawidzę się spóźniać) to jest to wyłącznie moja wina – no chyba, że zdarzenia losowego. 
 
Tego dnia w pracy powiedziałam, że”jutro przyjdę pół godziny później, bo mam ważną sprawę rodzinną”. Wiem, że nie każdy ma taką możliwość, ale ja mam. 
Tą sprawą, był spokojny, leniwy i cudowny rodzinny poranek. Tego nam było trzeba!
 
 

10 komentarzy

  • Unknown

    Jaka Ty jesteś cudowna w tym podejściu do maluchów. Mam dokładnie tak samo – 3 razy myślę zanim obwinie o coś moje dziecko. Moim marzeniem jest, aby jak najwięcej mam miało takie podejście. Buziaki

  • Kaś

    To wcale nie jest łatwe! O ile prościej jest powiedzieć "to przez ciebie" i zwolnić się z odpowiedzialności! Też mam takie myśli i czasem gryzę się w język w ostatniej chwili, ale się udaje:)

  • Anonimowy

    Fajne, ale głowa boli od błędów i literówek powodujących, że rodzaj męski i żeński się miesza, czasy też. Stylu się nie czepiam, nie każdy jest literatem, ale warto staranniej jednak pisać. No i buty przebierane? W co przebierane?

  • Kaś

    Dzięki za info, poprawię. Post pisany prawie rok temu i nikt wcześniej nie zwrócił mi uwagi. Piszę często pod wpływem chwili i nie rzadko w nocy na dyżurze pomiędzy pacjentami po urazach. Zdarza się, że świt blisko o nie zdążę poprawić, a bardzo chcę się podzielić danym postem z czytelnikami i po prostu publikuję. Gdy nikt nic nie pisze to nie wiem, że są błędy. Pozdrawiam

  • Katarzyna Kajzar

    Ja tez czesto wypuszczam z bledami, chociaz moglabym je teoretycznie poprawic, ale rzadko znadujeczas na korekte. Zwykle czworka dzieci, praca, dom, edukacja domowa dzieciczy nowy post sa pilniejsze. Nie przejmuj sie. Jak zaczniesz zarabiac miliony monet na blogu, poprosisz kogos o przejrzenie wpisow i bedzie elegancko. A styl masz cudowny!

  • Kaś

    Zupełnie się nie przejmuję:) Najważniejsza jest treść! Dzięki za ciepłe słowa o tym jak piszę! Mi też się podoba właśnie taki, bardzo mój styl:) A gdy dostaję info o błędach to po prostu poprawiam je w wolnej chwili i tyle:)

  • Joanna

    Super, tylko niekażdy rodzic może pójść później do pracy. Poranki bywają trudne, a dzieci jeśli celowo slimaczą się z przebieraniem w przedszkolu powinny wiedzieć, że to będzie miało swoje konsekwencje, że mama lub tata się spóżnią do pracy a ich szef będzie zły i może ich ukarać

    • Katarzyna Ptaszyńska

      Dzieci celowo się ślimaczą? Serio tak uważasz? A może tylko nas potrzebują? Dzieci nie uczą się radzić sobie z trudnościami w dorosłym życiu, gdy same są źle traktowane. Co najwyżej mogą potem zostać albo przerażonym pracownikiem gnębionym przez szefa, albo takim wrednym szefem. Ja dla moich nie chcę ani tego, anie tego. Nie każdy może pójść później do pracy. Ale każdy może wstać wcześniej. Może też położyć dzieci wcześniej spać, by były szybciej wyspane. Nie uda się to zawsze, ale to nie jest wian dziecka, że jest dzieckiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *