);
Otyłość u dzieci
Jak rodzic rodzicowi,  Okiem chirurga

Otyłość u dzieci – dlaczego ten problem narasta?

 
 

Otyłość u dzieci jeszcze do kilka lat temu nie stanowiła większego problemu. Obecnie zewsząd dochodzą nas coraz straszniejsze informacje dotyczące epidemii otyłości. To, że liczba otyłych dorosłych rośnie nikogo już nie dziwi. Najgorsze, że w naszym kraju epidemia ta w coraz większym stopniu dotyka dzieci! To u nas najszybciej na świecie narasta nadwaga i otyłość u dzieci. Takie są fakty! Choć, gdy spojrzy się na komentarze do różnych artykułów na ten temat, to prawie nikt w to nie wierzy.

Tutaj znajdziecie dane liczbowe na temat otyłości u dzieci w Polsce.

Wszystko za granicą…
Wszyscy piszą „to w USA”, „to w Anglii”… W USA jest bardzo dużo otyłych i skrajnie otyłych, ale z roku na rok ich liczba spada, a zwłaszcza jeśli chodzi o dzieci. Wielkiej Brytania to kraj gdzie liczba otyłych dorosłych jeszcze nadal rośnie, ale wśród dzieci osiągnięto obecnie poziom stabilny i przewidywania mówią, że ich liczba zacznie wkrótce spadać. W Polsce jeszcze jest mniej otyłych niż w w/w krajach, co nie zmienia faktu, że liczba dzieci z wagą powyżej normy rośnie u nas gwałtownie. Przez ostatnie 20 lat liczba wzrosła ona niemal trzykrotnie. I to widać. 
 

Gruby rodzic=grube dziecko. Niekoniecznie…

Sama walczę z otyłością. Jestem gruba „od zawsze”. Wiem jak trudno jest z tym walczyć i nie chcę tego dla moich dzieci. Gdy chodziłam do szkoły, tylko ja byłam gruba. Wokół były szczupłe dzieci, czasem jakieś lekko pulchniejsze. Gdy moja najstarsza córka zaczynała pierwszą klasę, w jej grupie było dwoje dzieci z nadwagą. W drugiej klasie widzę już czworo. Zerówka młodszej córki gościła ich troje. W przedszkolu Alusia w grupie 3-4-latkowej było troje dzieci z wagą powyżej normy, w tym dwoje otyłych. Rodzice tych dzieci wyglądają bardzo różnie. O ile wówczas, gdy sami są otyli wiemy, że cała rodzina prowadzi niewłaściwy tryb życia, o tyle trudno zrozumieć tych, którzy sami są szczupli, a dziecko jest otyłe. Skąd bierze się otyłość u dzieci?  Przecież to my rodzice odpowiadamy za ich żywienie. Gdzie jest problem? O tutaj:

  1. „Przecież on/ona musi coś zjeść.” –  otyłość u dzieci gotowa…

Nie ważne co, nie ważne gdzie i nie ważne kiedy, byle zjadło. Dlaczego tak bardzo boimy się tego, że dziecko nie zje? No tak, bo co ludzie powiedzą? Że mamy w domu niejadka! Niejadek to taka straszna tragedia… Niech, więc zje cokolwiek, byle zjadło. Nie ważne, że właśnie biega po placu zabaw – musi zjeść. Co z tego, że ogląda bajkę – musi zjeść. A jeśli nie chce pełnoziarnistej kanapki z sałatą? To niech już zje bułę z nutellą albo baton, byle zjadło.  Bo… i tu przechodzimy do punktu 2.

 2. „Przecież on/ona nie może być głodne.” – nawet w reklamach straszą głodem.

No jak można tak zaniedbać dziecko i pozwolić mu na głód!  To tylko wyrodna matka, albo zły ojciec może do tego dopuścić. Ojej, zjadł tylko pół kanapki na śniadanie – co teraz? Przecież nie wytrzyma do drugiego śniadanie. Będzie głodny. Trzeba działać. Wiem! Dam mu pączka! Pączka zje na pewno.
No kochana! Jeszcze łyżeczkę. Za mamusię! Za tatusia! Babcię, dziadka, wujka, ciocię i psa. No jedz, bo będziesz głodna. Trzeba znaleźć jakiś sposób. Wiem!
 

3. „Włączę bajkę, to nawet nie zauważy ja zje.” TV+papu=otyłość u dzieci, ale co tam.

Pstryk. Telewizor i kreskówki, a do tego obiadek. Kotek goni myszkę, a tu kotlecik do buzi. Minionki skaczą przez płotki, a tu ziemniaczek. Królewna zasypia na ziarnku grochu to i może groszek uda się podać. Kochanie, co było dzisiaj na obiad? Nie pamiętam tatusiu. Ale byłam grzeczna i wszystko zjadłam! Wspaniale! Tatuś ma dla ciebie czekoladkę! Otyłość u dzieci to taka wspaniała nagroda.

 4. „Jak jest grzeczny w przedszkolu to dostaje słodycze.” Potem się obie, gdy cokolwiek mu się uda.

Za ładny obrazek, cukierek. Gdy powie dziękuję i proszę, lizaczek, za piątkę, czekolada, za pierwsze miejsce w konkursie, chipsy. Mc Donald na urodziny, KFC z okazji dnia dziecka. No przecież tak je kochamy, trzeba je porozpieszczać! Z resztą i w każdej innej restauracji jest jedzenie specjalnie dla dzieci. Takie bez warzyw, bo nie zjedzą i smażone, bo to lubią.
 

5. „Ty tego nie zjesz, wybierz coś z menu dla dzieci.” Mniam.

Przecież to dania specjalnie dla naszych milusińskich! Nuggetsy z frytkami, hamburger z serem, makaron z sosem, pulpety z ziemniakami, paluszki rybne z frytkami, frytki, nóżka z kurczaka z głębokiego oleju i frytki. Za to porcja o 20% mniejsza i cola +otyłość u dzieci do tego gratis.
 

6.  „Przecież musi coś pić.” Wody nie chce. Umrze z odwodnienia.

Jasne. Nawodnienie organizmu to jedna z najistotniejszych kwestii. A przecież odkąd dostał sok nie chce pić wody. Przecież tak bardzo lubi Kubusie. A jak kupię colę to pół butelki na raz wypije! I ile ma energii. 
 
 
Czy wy wszyscy widzicie w tym sens? Widzicie prawidłowość? Nie przypomina wam to scen z życia? Widzicie to wokół? Ja tak. Widzę i drżę. I modlę się, by moje dzieci zrozumiały, że to, co ma większość nie jest tym, co najlepsze. Co dzień walczę sama ze sobą, ale walczę też o nich. Tłumaczę, uczę, pokazuję. Żeby, gdy mnie już obok nich nie będzie pozostały nawyki – te dobre. I by te złe nie powstały. Nie jest łatwo, gdy wokół tyle złych przykładów. Bo czy naprawdę…
 

Ad.1 „on/ona musi coś zjeść”

Nie musi. Nie chce, niech nie je. Ile razy pominąłeś jakiś posiłek? Ile razy po prostu nie miałaś ochoty? A może było na talerzu coś, co ci nie pasowało? Może czegoś nie lubisz? Pozwólmy naszym dzieciom na niejedzenie. Zróbmy mądrze. To my odpowiadamy za to, co one jedzą. My robimy zakupy i za nie płacimy. Jakość dań to nasza odpowiedzialność. To my odpowiadamy za otyłość u dzieci. A jeśli dziecko nie zje. Trudno. Trzeba tylko pamiętać o jednym: nic w zamian! Jeśli nie chce jeść, nie potrzebuje jedzenia, to nie dostaje nic, aż do następnego posiłku. To uczy dyscypliny jedzenia i właściwego „timingu”. Nie można jeść cały czas, to się źle kończy. Najwyżej będzie głodne.

 Ad.2 „on/ona będzie głodny/a” 

Głód nie jest naszym wrogiem. Jest najlepszym przyjacielem! Odczucie to pozwala nam zauważyć, kiedy potrzebujemy pokarmu. Ale musimy się go nauczyć! Jeśli jako dzieci nie jesteśmy nigdy głodni, to nie wiemy też, kiedy jesteśmy syci. Nasz organizm nie wytwarza odpowiedniej ilość hormonów i coraz trudniej jest zachować właściwy styl odżywiania. Tak, pozwalam dzieciom być głodnymi. Więcej, w pewnym sensie „głodzę” je. Moje dzieci (i my też) nie jemy nic przez godzinę przed lunchem i 2 godziny przed obiadem. Wtedy te główne, zdrowe (staram się bardzo) posiłki znikają błyskawicznie. Ciągle słyszę, jakie to mam szczęście, że moje dzieci tak pięknie wszystko zjadają. To nie szczęście, to głód. Dobry przyjaciel głód.

Prawo do nielubienia

Oczywiście „pozwalam” dzieciom czegoś nie lubić! Każdy ma prawo do „nielubienia”. Ja nie lubię gotowanej kiszonej kapusty. Co prawda, jeśli poda mi coś tego typu ciocia/babcia itp. to zjem. Bo jest to jadalne;) Asia nie lubi ogórków kiszonych. Zuzia ostatnio nie lubi uszek do barszczu. Kiedyś nie lubiła ryb. Ale nie ma tak. Ryby są zdrowe i nie zgadzam się na nielubienie ich wszystkich. Tak samo można by powiedzieć nie owocom i warzywom. O nie! Podawałam jej różne ryby i miała wybrać taką, która jej pasuje. Wybrała dwie: łososia i halibuta. Pełen sukces. Dziś je wszystkie;).
Kocham gotować i tworzyć nowe dania, próbować nowych smaków i produktów. Jako, że daję przykład moje dzieci też nauczyły się próbować. Teraz na zakupach razem szukamy nowych warzyw, owoców, mięs, owoców morza itp. Razem gotujemy. Razem smakujemy… bardzo świadomie!
 

Ad.3 „wyłącz wszystkie rozpraszacze”

Czego uczy jedzenie przed telewizorem, tabletem, telefonem? Nie smakujemy, nie poznajemy produktów i dań, nasz mózg zajmuje się tym, co na ekranie. Co gorsze nasz organizm uczy się korelacji „ekran – jedzenie”. Czym się to kończy? Włączamy tv i przychodzi chęć na posiłek. Efekty? Otyłość u dzieci. Czemu? Bo jemy tak długo, jak długo oglądamy, gramy, korzystamy ze smartfona.  W sumie wszystko jedno nam co, byle coś wkładać do ust. A najlepiej, jeśli jest to coś, co nam się dobrze kojarzy..
 

Ad.4 „jedzenie to nie nagroda”

Cukier i tłuszcz już same w sobie pobudzają ośrodek nagrody w mózgu wywołując pozytywne odczucia i emocje, a co dopiero, jeśli ich podawanie skorelujemy z miłymi dla nas wydarzeniami. Jedzenie, zwłaszcza słodkie i/lub tłuste nie może być nagrodą! Otyłość u dzieci jest w dużej mierze indukowana emocjonalnie. Nie mówię, że mamy nie dawać dzieciom słodyczy. W końcu i tak ktoś im je da. Ale jedzmy je po prostu w określonym czasie. My jemy słodkie w weekendy i święta, w porze 2 śniadania i podwieczorku. Warunek jest taki, że zjedzono główne posiłki. Owszem oznaczam dni słodyczowe w urodziny, czy dni, gdy jedziemy w odwiedziny do bliskich. Ale w głowach nadal jest zasada, że jemy, bo jest „na kółeczku”, a nie dlatego, że to wesoły dzień.  Dość często jadamy też w restauracjach. Staramy się wybierać takie, gdzie mamy możliwość dokonania zdrowych wyborów.
 

Ad.5 „menu dla dzieci, nie dla dzieci”

Przeraża mnie „menu dla dzieci”. W co najmniej 3/4 restauracji, w których jedliśmy to, co proponowano dla dzieci było tłuste, słone i niezdrowe. W większości dania te nie zawierają warzyw i są smażone. Jeszcze gorsze jest to, że gdy zamawiamy, kelnerzy z uporem maniaka proponują naszym dzieciom te dania i ciągle muszę powtarzać, że one nie jedzą takich rzeczy. I oczywiście znosić zdziwione, wręcz zdegustowane spojrzenia. Na szczęście tylko do czasu, gdy moje dzieci zmiotą z talerzy penne z łososiem i szpinakiem oraz zupę rybną. Wtedy jest zaskoczenie. Jak pani to robi, że tak ładnie wszystko jedzą? Pozwalam im. Tak zwykle wystarczy dać przykład i pozwolić. I otyłość u dzieci przestanie być problemem.
 

Ad.6 „pijmy wodę”

To z wody jest 60% nas, nie z cukru. Nie dajemy kotu, czy psu soku i słodkich napojów, a dzieciom tak. Słodkie napoje indukują otyłość u dzieci, ale też są główną przyczyną próchnicy. A liczyliście ile maja kalorii? Czasem w napojach do szkoły dzieci mają pół swojego dziennego zapotrzebowania energetycznego. Potem jest zdziwienie, że nie zjadają obiadu. Niech naszym głównym napojem będzie woda. Inne napoje pijmy od czasu do czasu. U nas sok gości w porze obiadu – 1 kubek na osobę. Innych słodkich napojów nie pijamy. Raz dziennie jest mleko, a w weekend kakao. Nawet herbata jest od święta. Dorośli piją jeszcze 2-3 kawy dziennie – zdrowo i koniecznie;). Dzieci przywykły, że zwykle stoją na blacie w kuchni kubki i jak chcę pić biegną z nimi do lodówki, która ma kranik z wodą. Tak piją zimną. Cały rok. Prawie nie chorują. A na gardło nigdy. 
Otyłość u dzieci to nasza odpowiedzialność
 
To my rodzice jesteśmy odpowiedzialni za zdrowie naszych dzieci. Owszem jest niewielka liczba chorób powodujących otyłość u dzieci, ale przy dobrej diecie można nawet w nich, jako tako wagę dziecka kontrolować. Jednak to nie te chore dzieci tyją na potęgę. Tyją dzieci zdrowe. Tyją, bo ulegamy stereotypom, lękom i chęci zapewnienia im tego, co najlepsze. Stawiajmy na jakość, zamiast ilości. Najlepsze dla naszych dzieci jest nauczenie ich organizmów zdrowych nawyków żywieniowych, tak by potem nie musiały się już zastanawiać, co jeść.  

Tutaj poczytacie o tym jak mądrze żywić dzieci w okresie ferii lub wakacji.

 
 
 
 

5 komentarzy

  • Anonimowy

    Bardzo dobry tekst, zgadzam się w 100%! Mój synek ma co prawda dopiero 2 miesiace, ale juz wprowadzilam zdrowe nawyiki zywieniowe, aby od samego początku, nawet gdy jeszcze pije tylko z piersi, widzial, co jedza i pija rodzice 🙂

  • Unknown

    Niewątpliwie rzeba wprowadzac zdrowe nawyki ale bez przesadnej presji. Znam dzieci które nie widywały slodyczy praktycznie do wieku szkolnego a potem juz samodzielnie opychały sie słodkim za te 7 lat wstecz. Duzo zalezy tez od psychiki dziecka-te wrazliwsze czesto łakna słodkosci. Na pewno trzeba znalezc srodek zastepczy na chemiczne ciastko (np czekolada-chocby na poczatek słodka ale ta lepsza,czesto drozsza). Takze czynny udział w sporcie uczy dzieci picia wody bez dodatków ( i dodatkowo niegazowanej). A co do nasladownictwa…u nas to dorastajace dzieci zaczeły wprowadzac zdrowe zywienie do naszego smietnikowego,pospiesznego menu. To zadzialało-mniej ograniczen i spowodowanych nimi frustracji ( wiecznie zła z głodu ale fit matka) a wiecej zdrowych zamienników i aktywnosc fizyczna.Pozdrawiam

  • Agata

    Z tym „on(a) musi cos zjesc”, walcze u tesciowej i pod jej wplywem, z moim mezem. Bo lepiej zeby dziecko zjadlo slodka, nafaszerowana chemia buleczke, niz bylo troche glodne… :/

    Potwierdzam o tej zagranicy. 😉 Mieszkam w USA i na codzien widuje tutejsza powszechna „posture”. Co ciekawe, wlasnie dosc rzadko widuje rodziny, gdzie wszyscy jej czlonkowie sa otyli, choc i takie sie zdarzaja. Czesciej widze mame i tate, ktorzy ledwie sie poruszaja pod ciezarem tluszczu i ich… zupelnie szczuplutkie dzieciaki. Wydaje mi sie, ze powody ku temu sa dwa. Po pierwsze, pediatrzy bija na alarm i przecietny rodzic, wbrew stereotypom o niezbyt bystrych Amerykanach, stara sie swoje dzieci odzywiac w miare zdrowo. Szkoda, ze sam sie nie trzyma tych zalecen. 😉 Po drugie zas, w dzisiejszej dobie telefonow, komputerow oraz siedzacego trybu zycia, amerykanscy rodzice stawiaja duzy nacisk na zajecia sportowe. W Polsce dzieciaki chodza na angielski, na roznorakie kolka zaintersowan, w Hameryce dzieci pchane sa w sport. I to nie jest basen raz w tygodniu. To sa zajecia, czasem wiecej niz jedno dziennie, niemal kazdego dnia. A dzieciakom wychodzi to zdecydowanie na dobre. 🙂

    Osobiscie, w dziecinstwie bylam klasycznym niejadkiem i w rezultacie bylam chuda jak patyk. Moje dzieci jednak maja posture mojego meza. Nie maja nadwagi, ale sa „nabite”. Nigdy nie beda chudzielcami. 🙂 Sa jednak strasznie wybredne. Nie wiem gdzie popelnilismy blad, bo z mezem odzywiamy sie zdrowo, ale nasze dzieci doprowadzaja nas niemal do szalu. Corka z warzyw je ogorki, pomidory oraz marchewke, za to zje niemal kazdy owoc. Syn je marchew z rosolu, banany, jablka i… nic poza tym. Kazda proba wprowadzenia do jego menu nowego warzywa lub owocu, konczy sie jego histeria i nasza frustracja… Takie to kwiatki… 😀 Nie pija jednak sokow, slodycze staramy sie ograniczac, no i zachecam jak moge aktywnosci fizycznej. A raczej wydzielam czas na tablecie, telewizji nie ogladaja, wiec zmuszeni sa zajac sie czyms aktywnym. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *