);
Codziennie i od święta

Samoakceptacja, dlaczego to takie trudne?


Jak to jest z tą samoakceptacją? Zacznijmy ode mnie. Tak to ja! Rozczochrana i saute (bez makijażu, podkładu, czegokolwiek – prosto z basenu). No oprócz rysunkowej gałązki na oczach w ramach zachowania odrobiny anonimowości, ale uwierzcie, że zasłania ona najatrakcyjniejszą część mojej twarzy;).  Wiecie dlaczego zrobiłam sobie to zdjęcie? Bo przechodząc obok lustra uznałam, że bardzo ładnie wyglądam. Tak! Wyglądam pięknie mimo rozwichrzonej fryzury, tłustego podbródka, zmarszczek na szyi, worków pod oczami (trochę zasłania je gałązka – sorry) i pryszcza na czole. Dlaczego? Hmm.. bo ja widzę ładny owal twarzy, piękne oczy – dobra, wy nie widzicie, ale uwielbiam kształt moich brwi na przykład, ładne usta i długa szyję. Umiecie tak patrzeć? 
No właśnie.. nie takie to proste. Niedawno w grupie stworzonej przez Nieidealna Anna padło pytanie: Na ile procent akceptujesz siebie? Odpowiedzi mnie osobiście przeraziły! Fajne babki pisały 30, 20, 0%! Nie liczyłam średniej, ale samoakceptacja w tej grupie nie przekraczała 50% mimo, że były i takie osoby (np. ja), które wpisały 100%. Jeszcze bardziej zasmuciło mnie to, że główna przyczyną takiego stanu rzeczy jaką podawano był wygląd zewnętrzny, w tym nadmiarowe kilogramy.

Samoakceptacja, a kilogramy

Jako „odwieczny” grubas o nadmiarze kilogramów wiem sporo. I tak, był w moim życiu okres czasu, gdy widziałam siebie przez pryzmat nadwagi. Było to mniej więcej między 15-22 rokiem życia. Wtedy moja samoakceptacja nieco leżała, ale nigdy nie była na 30%!
Owszem nadwaga, a ty, bardziej otyłość to jest problem. Problem natury medycznej i psychologicznej zasadniczo. I nie powinien on wpływać na naszą samoakceptację, a wpływa. Dlaczego?
Zacznijmy od dzieciństwa. „Jaka ładna dziewczynka!”, „Jesteś śliczna”, „Piękne dziecko”, „Wyrośnie na piękną pannę”  – znacie to? Też mi się obiło o uszy, ale osobiście miałam to gdzieś, bo biegałam z chłopakami po krzakach. Jednak prawda jest taka, że wciska się dziewczynkom, że jest istotne to, żeby były ładne. I broń Boże nie mówię, że bycie ładnym, szczupłym i w ogóle jest złe! Absolutnie, nie. Ale czy serio to powinien być cel naszego życia?
Pytałam „chłopaków” z pracy (mam sporo kumpli jako chirurg;), czy wolą, by kobieta była ładna, czy fajna. Odpowiedź jest jedna – to zależy czy na jedną noc, czy na dłużej. No i jakoś w ich oczach te fajne babki też ładnieją, a te nie specjalnie ciekawe jakby brzydną po lepszym poznaniu.
Chłopaki nie mają specjalnie łatwiej, ale mają nieco później. No bo przecież chłopak musi być silny i wysportowany. No i jest jeszcze kwestia rozmiaru. No i cóż, też samoocena lubi spaść, gdy nie ma kaloryfera na brzuchu, a kolega przy pisuarze obok ma kilka cm więcej. I tylko my kobiety wiemy, że na jedną noc to może i to wszystko ma znaczenie, ale na dłużej liczy się zupełnie co innego. 

Samoakceptacja, a media

Media… Nie dają nam spokoju. Wszyscy są tam tacy piękni, szczupli i szczęśliwi. Dobre matki ćwiczą 3x dziennie i jedzą sałatki, przy tym pracują zarabiając krocie, ale i tak mają czas dla dzieci i gotowanie ekoposiłków. Dobrzy ojcowie z kaloryferem na brzuchu biegają maratony i pozwalają córkom malować im paznokcie, bo stać ich na urlop co 2 miesiące i spełnianie wszystkich zdrowych zachcianek maluchów. Przeczytaliście to? Brzmi jak bzdury, no nie? A taki świat jest właśnie tłem, na którym widzimy siebie. Trudno o samoakceptację, gdy wygląda się jak szara plama na tle ferii barw serwowanych w mediach.
Dlatego rozumiem problemy małolatów z samoakceptacją. Oni mogą się na to wszystko nabierać. Dla nich to wszystko może być problemem. Ale na litość! Kobiety moje kochane. Ryczące trzydziechy! Przecież my jesteśmy mądre! Widziałyśmy już trochę, przeżyłyśmy trochę. Przecież widzimy, że coś tu śmierdzi…

Niszczenie samoakceptacji innych daje kasę…

Czemuż to Chodakowska pokazuje płaski brzuch narzekając, że się spasła? KASA.
Czemu Lewandowska wypina skądinąd ładny zadek obok małej Klary? KASA
A ta banda mięśniaków prężących bicepsy z hasłem „Ty też możesz być taki jak ja” to po co? KASA
I wiecie co? Oni często naprawdę chcą dobrze. Chcą nas motywować, pomóc podrzucić pomysły. Ale jednocześnie chcą zarobić. I dobrze! Nie mam nic przeciwko, niech będą i pracują. Ale my musimy pamiętać, że to jest ich praca. A my mamy swoją. (W domu też!) I dlatego nie możemy być tacy jako oni, chyba że robotę zmienimy lub zaniedbamy dom. Wybór jest nasz. 

Samoakceptacja to obowiązek rodzica

Serio. A dlaczego? Bo nasze dzieci uczą się od nas poprzez naśladowanie. Jeśli ty mamo nie kochasz siebie, dziecko też nie będzie. Jeśli ty tato nie akceptujesz siebie jako faceta to twój syn też nie zobaczy mężczyzny w sobie. Jeśli nadmiarowe kilogramy zniszczą nam samoakceptację to nasze dzieci będą widzieć problem w każdej fałdce na swoim ciele. A to wszystko może skończyć się źle. Zaburzenia odżywiania, depresja, samookaleczenia – to wszystko może zacząć się w domu. Tego wszystkiego można też uniknąć poprzez pokazanie dziecku, że mamy „wywalone” na to co myślą inni. Bo piękno jest kwestią gustu, a o gustach się nie dyskutuje! 

Samoakceptacja – jak to zrobiłam?

Zacznijmy od tego, że w dzieciństwie dostałam dobry materiał w tej kwestii, mimo że wówczas przytyłam i do teraz mam ten problem. Ale od zawsze wiedziałam, że choćbym nie wiem jak wyglądała, albo co zrobiła będę kochana i akceptowana. Moi rodzice nigdy nie pokazali braku akceptacji samych siebie. Moja mama zawsze była otyła, nawet odchudzała się jeżdżąc kilkaset km do lekarki, ale nigdy nie powiedziała o sobie złego słowa. U nas w domu nigdy nie liczyło się jak kto wygląda, ba nawet co potrafi. Zawsze liczyło się to jakim jest człowiekiem. 
I oto klucz do sprawy. Wygląd owszem jest tym co widać w pierwszej chwili. Ale w tej drugiej już nie specjalnie się liczy. A jeśli komuś zależy tylko na pięknie ciała u drugiej osoby to bardzo mu współczuję, bo choćby nie wiem co kto zrobił ono w końcu przeminie.
Kiedy miałam około 22 lata spojrzałam pewnego dnia w lustro i powiedziałam sobie, że od dziś będę w każdym człowieku szukać tego co piękne. Zaczęłam od siebie. Zobaczyłam fajne, dobrze układające się włosy, ładne oczy o niezwykłym kolorze i z brwiami o ciekawym kształcie, prosty nos, kształtne usta, długą szyję, ładny biust, proporcjonalną budowę, umięśnione łydki, piękne stopy i ręce. 20 nadmiarowych kilogramów, hirsutyzmu i rozstępów nie zauważyłam. Zaczęłam tak patrzeć na innych i wiecie co? W każdym znalazłam coś pięknego. Ba! Wcale nie było tego mało.

Samoakceptacja – ćwiczenie:

Teraz wy spróbujcie! Stańcie przed lustrem i wypiszcie sobie wszystko co w Was piękne! Potem popatrzcie na drugą połowę i dzieci i poszukajcie w nich pięknych szczegółów. Polecam zrobić to ćwiczenie z dziećmi, one też potrzebują samoakceptacji. Poza tym bardzo miło będzie usłyszeć od kogoś co jest w nas piękne. Np. mój brzuch jest wyjątków ładny dla mojego syna, bo jest miękki i można się w niego wtulić;). Kto chce może spróbować tutaj, ze mną! Napisz w komentarzu na FB lub instagramie co w tobie jest ładne, a co we mnie, a ja się odwzajemnię:) 
Bo każdy ma w sobie coś pięknego. A nasze wady nas nie definiują. Z tymi modyfikowalnymi możemy oczywiście walczyć. Ale skuteczność tej walki nie zmienia tego co jest w nas super. I nie chodzi tylko o wygląd, na którym skupiłam się w tym poście, ze względu na to, że większość osób podaje właśnie tę cechę jako powód niskiej samoakceptacji. 
Akceptujmy siebie takimi jakimi jesteśmy, a wówczas nasze dzieci nie będą miały takich problemów jak moja Asia na początku naszego wspólnego życia: Mamo, nie chcę iść do szkoły, bo koleżanki mówię o mnie źle
A i nam będzie łatwiej, gdy zauważymy piękno naszej szarości na tle pstrokacizny świata!

3 komentarze

  • SielskieM

    Nieciekawie jest jak nie mamy tej umiejętności spojrzenia na siebie, wyniesionej z domu rodzinnego…czy mówienie dziewczynką, że są ładne jest złe…nie wiem, ale ja tego nie znałam :/ Ja słyszałam tylko "jesteś starsza, więc jesteś mądrzejsza, więc ustąp"….jaka jest tego wszystkiego konsekwencja…jestem nieśmiała, zakompleksiona, można mi wejść na głowę, odwalę czarną robotę za każdego, nie potrafię walczyć o najmniejsze rzeczy, a potem wrazcam do domu i rykoszetem to wszystko odbija się na moim bogu ducha winnym mężu 🙁
    Jest światełko w tunelu 🙂 samoakceptacja przychodzi z wiekiem…u mnie po trzydziestce…tylko nie wiem na jak długo…i póki co tylko ta zewnętrzna, z we wnętrzem jeszcze sobie nie poradziłam 😉
    Pozdrawiam serdecznie Piękna Kobieto 🙂

  • Katarzyna Ptaszyńska

    Prawda …na różne sposoby można zaszkodzić poczuciu własnej wartości i samoakceptacji dziecka . Często nieświadomie. I potem trzeba ciężkiej pracy, by to nadrobić. Wierzę, że poradzisz sobie ze wszystkim! Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *