);
Jak rodzic rodzicowi

Prawa dziecka? A co z obowiazkami?!

Prawa dziecka to zapis bardzo nowy. Jeszcze wiek temu dzieci były własnością rodzica, który mógł zrobić z nimi co chciał. Dopiero ok. 1908 roku zaczęto myśleć o dzieciach trochę bardziej jak o ludziach. A tak na poważnie to zajęto się tą sprawą dopiero po opublikowaniu przez Janusza Kroczaka w 1920 roku pracy Magna Charta Libertatis, z niesamowitym postulatem: „Nie ma dziecka, jest człowiek”.

Wcześniej rodzic miała prawo wysłać dziecko do pracy, nawet ciężkiej. Miała prawo bić, głodzić, zamykać. 1920 roku Zgromadzenie Ligii Narodów przyjęło Konwencję Genewską. Nie zmieniło to jednak wiele.. W 1959 roku ONZ  Deklarację Praw Dziecka- niestety, nie uzyskała ona mocy obowiązującej. I dopiero w 1989 w ramach ONZ została uchwalona Konwencja o Prawach Dziecka, która stała się przyczynkiem do zmian prawa w krajach świata (oprócz USA – tam mają własne ustalenia). 

 Prawa dziecka dzielą się na poszczególne kategorie:  

  • osobiste, umożliwiające rozwój dziecka:
    prawo do życia,
    prawo do tożsamości,
    prawo do wychowania w rodzinie i do kontaktów z nią w przypadku rozłączenia,
    prawo do adopcji,
    prawo do wyrażania własnych poglądów,
    prawo do informacji,
    prawo do rozwoju – nauki, dostępu do kultury i rozrywki i własnego zdania
    prawo do ochrony przed poniżającym traktowaniem (prawo do nietykalności osobistej);
  • polityczne lub publiczne:
    prawo do posiadania obywatelstwa,
    prawo do wyrażania własnych poglądów, swobody wyznania,
    prawo do uczestniczenia w stowarzyszeniach;
  • socjalne:
    prawo do godnych warunków życia i odpowiedniego poziomu życia,
    prawo do opieki zdrowotnej,
    prawo do odpoczynku;
  • ekonomiczne:
    prawo do nauki;
    ochrona prawa pracy podejmowanej, czy to w ramach obowiązku nauki, czy wakacyjnego zarobku.

 Prawa dziecka to coś, co każde dziecko powinno znać. 

Ale to my dorośli musimy im o nich powiedzieć. Idealnie byłby, gdyby każdy rodzic nie tylko ich przestrzegał, ale i uczył o nich dzieci. Ale do takiego ideału jeszcze bardzo daleko. 
Są rodzice, którzy odbierają dzieciom życie. 
Są rodzice, którzy okłamują dzieci adoptowane/dzieci żyjące bez drugiego rodzica w sprawie ich tożsamości. 
Są rodzice, którzy utrudniają dziecku kontakt z drugim rodzicem po rozwodzie.
Są rodzice, którzy wcale nie chcąc wychowywać własnych dzieci utrudniają procedury sądowe opóźniając możliwą adopcję. 
Są rodzice, którzy nie liczą się ze zdaniem własnego dziecka, a często o nie nie pytają. 
Są rodzice, którzy ograniczają dzieciom możliwość zdobywania wiedzy i informacji. Aktywnie – znałam dziecko, które musiało zdobyć codziennie skądś 10zł i przynieść do domu, nie chciało kraść, więc zamiast do szkoły szło szukać dorywczej pracy. Pasywnie – wystarczy wręczyć dziecku konsolę/tablet z YouTube itp. na cały dzień, by skutecznie ograniczyć mu zdolność do zdobywania wiedzy..
Są rodzice, którzy poniżają dzieci. Wystarczy klaps – „takie nic”, które mówi tyle, że dziecko jest ode mnie gorsze.. Wystarczy „ty głupku” słyszane tak często pod szkołą. Wystarczy „żałuję, że jestem twoją matką/ojcem”…
Tak. My rodzice często łamiemy podstawowe prawa dzieci. Przychodzi nam to łatwo, bo mamy przewagę: fizyczną, doświadczenia, ekonomiczną..
Dlatego tak często mówi się dzieciom o ich prawach. Mówią psychologowie i pedagodzy na różnych spotkaniach. Przypomina się o nich rodzicom. I zawsze wtedy padają słowa:

Prawa dziecka? A co z obowiązkami?!

Tak. To nas bardzo boli.. My harujemy jak woły, by dać im tego czego potrzebują, albo nam się wydaje, że potrzebują. Stajmy na rzęsach, by spełnić ich zachcianki – szczególnie teraz, gdy zbliż się grudzień. Dlatego dzieci muszą też coś robić! Bo jak nie będą to na pewno pomyślą sobie, że nic nie muszą. Wyrosną na leni i fajtłapy. I dlatego kategorycznie żądamy, bo dzieciom najpierw mówić o obowiązkach, a dopiero potem o prawach! 
Nie jest tak? 😉 Ale wiecie, że hasło „obowiązki dzieci w zależności od wieku” jest jednym z częściej wyszukiwanych. 
A ja Wam powiem, że moje dzieci nie mają żadnych narzuconych przeze mnie obowiązków. Ani jednego. Nic nie muszą. 
Nie. Jednak skłamałam. Mają jeden obowiązek. Mają korzystać w pełni ze swoich praw. Bo z nich właśnie wynika bardzo wiele! 

Jak prawa dziecka pomagają w wychowaniu?

Moje dzieci mają prawo do życia. Jeśli chce się żyć to nie można sobie szkodzić. Trzeba się zdrowo odżywiać i prowadzić zdrowy tryb życia. Trzeba dbać o higienę i właściwą ilość snu. Tak. Dbam o to, by moje dzieci korzystały z tego prawa w pełni.
Moje dzieci mają prawo do tożsamości. Wiedzą, że są adoptowane. Wiedzą jak duży postęp w rozwoju zrobiły od chwili, gdy u nas zamieszkały. Znają swoją wartość. A my cały czas pracujemy nad tym, by każde mogło być sobą. 
Moje dzieci mają prawo do wychowania w rodzinie. Rodzina jest dla nas ważna. Ta mała – czyli nasza piątka. I ta duża z dziadkami, ciociami i wujkami – tymi przyszywanymi (a jest ich sporo) też. Dlatego szanujemy się wzajemnie i dbamy o dobre relacje. 
Prawo do adopcji wykorzystały już w pełni ;).
Moje dzieci mogą mieć własne zdanie na każdy temat. Mogą się ze mną nie zgadzać. Mogą mi czegoś odmówić. Mogą chcieć czegoś, czego ja nie chcę. Jeśli nie uda mi się wytłumaczyć im moich racji sensownymi argumentami, a to czego chcę lub nie chcą zrobić nie godzi w inne ich prawa to pozwalam im ponieść konsekwencje swojej decyzji. Nie pozwolę im biegać po jezdni, bo to godzi w prawo do życia. Ale pozwolę nie zjeść obiadu i pójść spać głodnym… 
Moje dzieci mają prawo do informacji. Zawsze wiedzą co planujemy, a my bierzemy pod uwagę ich plany. Wspólnie ustalamy sprawy wielkich wakacji, jak i śniadania następnego dnia. Zawsze wiedzą, gdzie idziemy i dlaczego, któregoś z nas nie ma. Wiedzą co ich czeka w najbliższym czasie i mogą się do tego przygotować.   
Moje dzieci mają prawo do zdobywania wiedzy i przeżywania wydarzeń kulturalnych. Chodzą do szkoły i zgodnie ze swoimi możliwościami zdobywają wiedzą i umiejętności. My wspieramy je w tym i pokazujemy drogę. Zwiedzamy, chodzimy do muzeów, na koncerty i inne wydarzenia. Opowiadamy im o świecie jak potrafimy najlepiej. 
Nie poniżamy dzieci. Nie bijemy = nie dajemy klapsów. Nie obrażamy. Staramy się jak możemy nie krzyczeć i nie mówić słów, które bolą. A gdy się nie uda (jesteśmy ludźmi) to przyznajemy się do błędu i przepraszamy. 
Pozwalamy dzieciom dołączać do kół zainteresowań, grup szkolnych, czy chodzić na zajęcia dodatkowe wedle ich potrzeby i chęci. Nie zmuszamy do udziału w zajęciach, na które nie maja ochoty. Nie przymuszamy do chodzenia do kościoła, chodzą, bo chcą iść z nami. 
Moje dzieci mają prawo godnie żyć. Mogą poukładać swoje rzeczy, by żyć w pięknym i miłym otoczeniu. Mogą sprzątnąć ze stołu, by jeść/uczyć się i bawić w dobrych warunkach. Mogą podkurzać, schować rzeczy do zmywarki i pomóc w pracach ogrodowych. Wszystko po to, by nasze warunki życia były lepsze. Próbowaliście pozwolić na to dzieciom? Nie kazać, pozwolić. Powiedzieć, że są już na tyle duże i odpowiedzialne, że mogą to zrobić. Jeśli nie chcą. Trudno. Nie korzystają z tego prawa i ich warunki życia pogarszają się…
Moje dzieci mają prawo do opieki zdrowotnej. Mają prawo pójść do lekarza (moje nie maja daleko;)). Być zaszczepionym. Mieć pobierane badania, gdy trzeba. Zażywać leki. Dbać o swoje zdrowie po opieką specjalisty, jeśli trzeba. 
Moje dzieci mają prawo do odpoczynku. Do najlepszych form odpoczynku – snu i ruchu przede wszystkim. Odpoczywają od nauki, telewizji, tabletu i wszystkiego co mąci umysł ludzki. 
Moje dzieci mają prawo do nauki. Mogą poznawać świat każdego dnia. Mogą próbować nowych, trudniejszych zadań. Gotowania. Prania. Prasowania. Pisania listu. Okopywania truskawek. Wszystkiego co zechcą. Pozwalam. 
Moje dzieci maja prawo do pracy tylko i wyłącznie w formie dostosowanej do ich wieku, konstytucji ciała i umiejętności i zgodnie z prawem. Moje dzieci nie pracują na oceny. Nie pracują w domu. I w związku z tym nie otrzymują za to wynagrodzenia. Moje dzieci korzystają z prawa do nauki, zdobywania wiedzy i umiejętności oraz do życia w dobrych warunkach. 
I w końcu moje dzieci maja prawo być dziećmi. Mają prawo mówić na wszystko nie. Mają prawo do histerii i innych form nieumiejętnego wyrażania emocji. Mają prawo do „nie chce mi się”. Maja prawo popełniać błędy. Mają prawo nie wiedzieć, nie pomyśleć, zrobić głupio. Mają prawo do te tego, bym kochała je pomimo to wszystko!

 

2 komentarze

  • Anonimowy

    Wszystko ok, ale co jeśli dziecko nauczyło się u jednego rodzica, że ktoś po nim sprząta i podaje wszystko pod nos (dziecko siada przy stole i mówi "chcę kromkę chleba" a rodzic wstaje od stołu i podaje choć dziecko mogłoby to zrobić samodzielnie) i potem przychodzi to domu drugiego rodzica, zjada czekoladkę i zostawia papierek na kanapie, zmieni spodnie po te na sobie poplamiło i zostawia je na ziemi tak gdzie się przebierało, nie odniesie szklanki do zlewu i nie pościera soku rozlanego? Na wszystko mówi "Ty to zrób" bo wie, że za kilka dni lub innego dnia za kilka godzin pojedzie to drugiego rodzica? Jak tutaj mówić o tych tak zwanych obowiązkach dziecka? Nadmienię, że dziecko ma 11 lat.

  • Kaś

    To jest odwieczny problem…. Ludzie po rozstaniu zachowują się jak małe dzieci… obrażają się i nie potrafią rozmawiać i współpracować. A co winne w tej sytuacji dziecko? Ono tylko bierze przykład… Natomiast uważam że nawet przez te kilka dni warto tego papierka, czy spodni nie podnosić. To bardzo dużo uczy… Można ewentualnie powiedzieć "zapomniałeś o spodniach/papierku". Nie ruszy. Trudno, niech leży..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *