);
Jak rodzic rodzicowi

„Jeśli będziesz się starał to na pewno się uda” – a co jeśli nie?

Codziennie słyszę rodziców motywujących swoje dzieci do wytężonej pracy słowami „Jak się postarasz to się uda”, „Trening czyni mistrza”, „Możesz wszystko”, „Na pewno dasz radę”, „Wiem, że ci się uda” i tak dalej. Wszyscy chcą jak najlepiej. Starają się przekonać dziecko, że w nie wierzą, bo jest dla nich ważne. Że jest wyjątkowe i wspaniałe. I wszystko jest super, dopóki się udaje. Jeśli praca dziecka przynosi efekty i to w krótkim czasie. Bo trzeba pamiętać, że cierpliwość dziecka pozostawia sporo do życzenia. I co wtedy? Co myśli maluch, któremu mam powiedziała, że wierzy w jego sukces, a on zawiódł? Co sądzi, gdy miał „dać radę na pewno”, a nie jest w stanie czegoś osiągnąć, mimo że się stara? Czuje się gorszy. Słaby. Czuje, że nie jest dość dobry dla mamy.. 
Na zdjęciu jest Ali. Jest bardzo sprawny, ale chodzenie po tego typu równoważni sprawia mu nadal kłopoty. Tym razem również nie dotarł do końca. Próbował kilkanaście razy i nigdy nie dotarł do końca belki. Cały czas go wspierałam, ale nigdy nie powiedziałam żadnego z wyżej wymienionych zdań. Powtarzałam za to, że świetnie mu idzie. Że właśnie zrobił o krok więcej niż poprzednio. Że ćwiczy już od 20 minut. I nie ważne, czy uda mu się dojść do końca, bo ja jestem dumna z tego, że się stara i nie poddaje. 
Całą sprawę niestety trochę popsuł mi nauczyciel świetlicy, który był na tym placu z kilkorgiem dzieci. W pewnym momencie wstał i podał Aleksowi rękę mówiąc, że mu pomoże. Przeprowadził go do końca belki. Po czym Ali przybiegł do mnie zawstydzony i nie chciał już więcej próbować. Nic nie powiedziałam, bo nie chciałam podważać autorytetu nauczyciela. Możliwe jest, że spotkają się z Alim w szkole. Ale w środku czułam złość i smutek, bo nauczyciel właśnie powinien mieć świadomość, że takie postępowanie to ogromny błąd. Później powiedziałam Aleksowi, że ten pan był trochę za mało cierpliwy i wolał dać mu rękę zamiast patrzeć jak on sam się stara. Przyjął to do wiadomości i przy następnym pobycie na tym placu znów próbował przejść całą belkę. I znów się nie udało, ale on i tak był zadowolony, bo wiedział, że ja cieszę się z jego starań i wysiłku, niezależnie od efektów. 
I to jest najważniejsze. Dziecko musi wiedzieć, że będzie kochane i akceptowane przez rodziców niezależenie od wszystkiego. I tak usłyszy od kogoś, że jego obrazek jest do bani, że beznadziejnie biega, albo dostanie pałę w szkole, mimo że się uczyło. Rozczarowanie i negatywna ocena spotykają każdego z nas. Możemy ją znieść i nie przyniesie ono uszczerbku naszemu poczuciu własnej wartości, jeśli będziemy wiedzieć, że to nie ma zbyt wiele znaczenia. A tego uczymy się właśnie w dzieciństwie. To wtedy możemy nauczyć się znosić porażki na sprawach mało istotnych z punktu widzenia całego życia, ale dużych dla malucha. O ile łatwiej będzie mu zdzierżyć je później!
Nie nagradzam dzieci za dobre oceny. Nie karzę za złe. Zawsze zastanawiam się jaka jest przyczyna, zarówno sukcesów, jak i porażek. Analizujemy to razem z dziećmi. I jeśli faktycznie się nie starały to wiedzą, że mogą coś zmienić. Jeśli zaś dały z siebie wszystko, a nie wynik jest jaki jest, to trudno. To tylko ocena. Podobnie z sukcesami – te opłacone wysiłkiem jakoś bardziej cieszą niż te łatwe. 
Motywujmy więc dzieci do starania. Chwalmy za podjęte działanie i włożony wysiłek. A wyniki? E tam. Sami wiecie, że jak będzie się chciało to i efekty będą lepsze! A jak się nie uda, to trzeba po prostu to zostawić i pójść dalej! 

8 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *