);
Jak rodzic rodzicowi

Najpierw obowiązek, a potem przyjemność! Czy rzeczywiście?

Hasło najpierw obowiązek, a potem przyjemność słyszałam wiele razy. Dla niektórych ludzi to jest nawet filozofia życiowa! Nazywamy ich pracoholikami, bo zwykle obowiązków jest tyle, że na przyjemności nie starcza już czasu. A co z dziećmi? Wychodząc ze szkoły słyszę niejednokrotnie „Jak tylko przyjdziemy do domu siadasz do lekcji!”. Nawet kiedyś czytałam wypowiedź modnej blogerki parentingowej, która twierdziła, że nauczenie dzieci tego, że zaraz po powrocie ze szkoły odrabiają lekcje i uczą się sprawia, że nie mają kłopotów w szkole. Hmm.. zastanówmy się więc nad tym. 
Czy my po powrocie z pracy mamy ochotę znów popracować? Czy siedlibyście chętnie do tego samego co robicie w pracy przez cały dzień zaraz po tym jak przekroczycie próg domu? Nie. Nie ma opcji. Chyba, że coś ktoś ma nie tak z głową. 
A ile z was po przyjściu do pracy najpierw parzy kawę i rozmawia z kolegami o pogodzie? U nas jest co prawda najpierw odprawa i obchód, ale zaraz po nich ci, którzy nie idą na salę operacyjną właśnie to robią. I wiecie co? Po takim towarzyskim początku od razu lepiej się pracuje! 
Wiadomo również, że dla prawidłowej pracy mózgu dzieci potrzebują ruchu, najlepiej na świeżym powietrzu. W szkole trochę wychodzą na zewnątrz, ale zdecydowanie za mało. Do tego bieganie, skakanie i wszelkie „gzienie” jest tam zwykle zakazane. Rozumiem to, bo żaden nauczyciel nie chce, by na jego zmianie doszło do wypadku. Tak, czy siak nie można zakładać, że dziecko podczas zajęć szkolnych zaznało wystarczająco dużo ruchu. 
No i są jeszcze te „nieszczęsne przyjemności”. W przypadku dzieci to w zasadzie głównie zabawa! 
UWAGA! Jeśli masz dać dziecku po przyjściu ze szkoły tablet na 2h to niech najpierw odrobi lekcje i się wszystkiego nauczy, bo potem będzie miało tak wyprany umysł, że nic nie ogarnie. 
Natomiast jeśli jest tylko to możliwe po szkole trzeba młode wyrzucić na pole! My mamy ogród, więc sprawa jest prosta. Drzwi otwieram i wskazuję drogę;). Jakoś nie protestują!
Jeśli jednak bije żabami to mają bawialnię. Tam mogą poszaleć, ale zazwyczaj kończy się na grach planszowych lub układaniu lego. Czasem, gdy długo mieli posuchę telewizyjną puszczam im film – wybrany przeze mnie, fajny i relaksujący (wiecie Gwiezdne Wojny, Harry Potter, James Bond;)).  Ale to są dni nieliczne. W każdym razie jest to coś zupełnie innego niż szkolne zajęcia, taki reset.
Nie mamy na to zbyt wiele czasu, bo tylko we środę i piątek jesteśmy w domu przez 16-stą. A o 18:00 jemy obiad, po którym nie zostaje już wiele czasu do wieczorny rytuałów – Ali idzie o 19, Zuzia 19:15, a Asia o 19:30, by o 20:00 wszyscy już spali. Ale nawet w te dni, gdy czasu jest mało dzielę go tak, by dzieci miały choć trochę wolnego. W poniedziałek wracamy 17:15 (Asia ma taniec) – więc jest to tylko 20 minut wolności, a potem szybko lekcje. Zwykle nie ma ich w ten dzień dużo. Gdy jesteśmy wcześniej daję dzieciom tyle wolnego, by na lekcje została godzina plus 15 min na codzienne czytanie. 
W przyszłym tygodniu Asia ma niespodziewanie testy trzecioklasisty. Kilka miesięcy temu nauczyciele nic o tym nie wiedzieli – miało ich nie być. Na poprzednim zebraniu (luty) przekazali, że jednak będą, pod koniec maja. Miesiąc temu podano terminy 24 i 26 kwietnia… Wobec powyższego dzieci nie miały czasu na przygotowanie, a dodatkowo nie zdążono przerobić całego materiału (był rozplanowany do połowy maja..). Teraz w 3 tygodnie nauczyciele próbują jakoś nadgonić.. Ale to się nie da! Dzieci to nie maszyny i nie mogą siedzieć godzinami nad zadaniami! Dlatego nic nie zmieniłam. Asia ma 3x tyle zadań, ale nadal daję jej godzinę na ich odrobienie. Oczywistym jest, że nie da rady zdążyć. Zwłaszcza, gdy okazuje się, że w testach jest dzielenie sposobem pisemnym i to z resztą (zrobili w szkole 2 przykłady do tej pory) i ułamki (mają w planie w maju…). Muszę więc sama jej tego nauczyć. Ułamki (1/2 i 1/4 tylko) załapała w 3 minuty na jabłku. Za to dzielenie je nie idzie.. Trudno zrozumieć to, że musisz dzielić z resztą i ją zapisywać. 
Powiedziałam jasno nauczycielce, że nie będę jej zmuszać do pracy ponad siły. Jeśli coś jest dla niej za trudne lub jest tego za dużo Asia reaguje postawą wyuczonej bezradności (jestem głupia, będę głupia) lub histerią. Nawet, gdy się uporam z jej emocjami i jest już spokojna, nie pamięta kompletnie nic na drugi dzień. Głowa jej się wyłącza i tyle. 
Odkąd wie, że najpierw się pobawi i nie musi zrobić wszystkiego idzie jej o niebo lepiej. Test z matmy zaliczyła na 4 – poprzednie dwa na 1 i 2. 
Pamiętam siebie i koleżanki na studiach. Początkowo one uczyły się po nocach, a ja odkładałam książkę o 22. Owszem byłam zawsze zdolna, ale wyspanie też nie było bez znaczenia. Moja przyjaciółka po pewnym czasie postanowiła to wypróbować. I odkąd zaczęła więcej spać i odpoczywać jej stopnie poszły w górę. Zysk był więc podwójny! 
Dlatego wszystkim Wam mówię, wrzućcie luz! Dajmy dzieciom być dziećmi! Potrzebują ruchu i zabawy. Potrzebują odpoczynku. I wiecie co? Ja w szkole miałam same piątki, zawsze pasek. Nie byłam najlepsza, ale wiele się nie uczyłam. Mam koleżankę, która nigdy nie schodziła poniżej średniej 5,0.. Mam tez kolegów z ocenami i 3 i 4 i 5. Na studiach miałam średnią 4,3. Wymieniana koleżanka 4,6. A koledzy 3,5. Wszyscy jesteśmy lekarzami. Każdego z nich mogę Wam polecić jako świetnego fachowca.  Każde z nich jest świetne w tym co robi i do tego jest fajnym i dobrym człowiekiem. Więc jakie to ma znaczenie, co ktoś napisał w dzienniku? 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *