);
Adopcja oswojona

Adopcja – pogromcy mitów

Mitów dotyczących adopcji jest sporo. Podobno jak mitów dotyczących ciąży i rodzicielstwa w ogóle. Jako, że mam informacje „z pierwszej ręki”, a także drugie i trzeciej – od innych rodziców adopcyjnych i z ośrodka adopcyjnego, mogę, co nieco Wam wyjaśnić. Mam nadzieje, że mój wpis pomoże wszystkim, którzy myślą o adopcji, a boją się oraz poprawi podejście do rodzin i dzieci adopcyjnych w społeczeństwie. Bo nawet nauczyciele niestety, wiedząc o tym, że dane dziecko jest adoptowane, traktują je inaczej. Odczułam to w przypadku najstarszej, która poszła do szkoły zanim mieliśmy załatwione wszelkie formalności i nadal mówiła „mamo” do opiekunki z RDD. Spowodowało to konieczność poinformowania o tej sprawie nauczycielki. A ona – nieświadomie – mniej od niej wymagała i nie widziała jej możliwości. 
Podzieliłam mity, z którymi spotkałam się w życiu, w sieci i te, które mi podrzuciliście na 3 grupy: dotyczące spraw formalnych, dzieci i relacji rodzinnych. Moje maluchy skutecznie pomagały mi je obalić! Zatem do dzieła! 
Kwestie formalne
Adopcja jest tylko dla bogatych, konieczny jest wielki dom, osobne pokoje dla dzieci itp.
Decydując się na dziecko powinniśmy zawsze pomyśleć o kwestiach finansowych i lokalowych. Nie chcemy przecież, by nasze dzieci dorastały w ścisku i biedzie.. Tak wiem, że różne rzeczy się przydarzają w życiu i czasem dzieci są, a warunków socjalnych brak. Jednak ośrodki adopcyjne maja za zadanie znaleźć dzieciom rodzinę, która zaspokoi ich dotąd niezaspokojone potrzeby, w tym te podstawowe. Dlatego wymagany jest dochód, który to zapewni. Ale nie ma tu wielkich wymagań! Wystarczy minimum socjalne – czyli ok. 850-900 zł na osobę (wliczając adoptowane dzieci). Znam też sytuację, w której rodzice nie mieli takiego dochodu w picie z poprzedniego roku, a sąd i tak zezwolił im na adopcję, bo oświadczyli, że ich firma funkcjonuje obecnie lepiej i pieniążków im wystarczy. 
Co do kwestii lokalowych to trzeba mieć miejsce dla dziecka. Nie, nie musi to nawet być osobny pokój. Znam rodzinę, która adoptowała dziecko mając jednopokojowe mieszkanie. Kilkoro dzieci może absolutnie mieszkać w jednym pokoju, o ile będą tam mieli miejsce na łóżka, biurka, szafę i do zabawy. Fakt jest jeden – konieczne jest zameldowanie na stałe w Polsce. 
Formalności jest wiele, jest to bardzo trudne do zebrania i załatwienie.
No bez przesady… Wiadomo, że nie jest to 5 minut. Ale jeśli chcemy być rodzicami to do formalności musimy przywyknąć.. Wiecie ile trzeba papierków wypełnić na początku roku szkolnego? Ogrom! W przypadku adopcji papiery są potrzebne dopiero do sądu. W ośrodku składa się tylko oświadczenia. Co i jak trzeba załatwić opisywałam już kiedyś tutaj: http://niezkrwiazduszyiserca.blogspot.com/2016/06/kolorowe-formalnosci-czyli-adopcja-od.html
Czas oczekiwania jest bardzo długi. 
To zależy, co przez to rozumiecie. Wygląda to u nas tak, że od zgłoszenia się do ośrodka czeka się minimum rok na szkolenie. Ono samo trwa 3-4 m-ce i później starają się bardzo, by w ciągu roku od kwalifikacji zadzwonił TEN telefon. Ale jeśli ktoś (jak my) decyduje się na rodzeństwo lub starsze dziecko to ścieżka się skraca. My na szkolenie trafiliśmy 11 m-cy po zgłoszeniu, a dzieci poznaliśmy już w jego połowie. 
Faktycznie, jeśli ktoś chce adoptować niemowlę, tan czas może się wydłużyć. A powód jest taki, że rzadko są odbierane prawa rodzicielskie do tak małych dzieci, a i trwa to dość długo. Natomiast w RDD i RZ czeka sporo trochę starszych dzieci i rodzeństw. Z własnego doświadczenia mogę polecić właśnie adopcje rodzeństwa! 
Adopcja ze wskazaniem
To taka adopcja z „obejściem” ośrodka adopcyjnego. Od 2016 roku została ona ograniczona do najbliższych krewnych dziecka i współmałżonka jego rodzica. Stało się tak w celu zapobieżeniu procederowi handlu dziećmi. Nie oznacza to, że jeśli np. przyjaciel z jakichś przyczyn nie może opiekować się swoimi dziećmi to nie możemy ich adoptować, ale musimy wówczas przejść szkolenie i otrzymać kwalifikację w ośrodku adopcyjnym. 
Adopcja zagraniczna
Krąży sporo plotek o tym jak polskie dzieci są sprzedawane do adopcji za granicę.. Może gdzieś się taki przypadek wydarzył – jak i każde inne przestępstwo, ale zdecydowanie nie jest to reguła! Przede wszystkim obywatel polscy mają pierwszeństwo do adopcji polskich dzieci. Do adopcji zagranicznej kwalifikowane są te dzieci, którym nie udało się znaleźć rodziców w Polsce. Najczęściej są to dzieci chore, niepełnosprawne czy w jakiś inny sposób obciążone. Choć i tak coraz więcej polskich rodziców decyduje się na adopcję dzieci z FAS czy innymi zaburzeniami i fantastycznie potrafią wyprowadzić je na prostą. Natomiast rodzice ze Skandynawii czy kilku innych europejskich krajów są bardzo otwarci na takie adopcje. Mają duże możliwości finansowe i dobrą infrastrukturę rehabilitacyjną. Zagraniczni kandydaci na rodziców również przechodzą szkolenie i są sprawdzani znacznie dokładniej niż „krajowi”. 
Dzieci
Dzieci można sobie wybrać albo wcale nie można wybrać, ani wieku, ani płci, ani stanu zdrowia. 
Nie, nie można pójść do domu dziecka i upatrzyć sobie tego „najładniejszego”. Przede wszystkim wiele dzieci w opiece zastępczej nie jest prawnie wolnych i nie mogą zostać adoptowane. A do tego to nie jest tak, że szuka się dziecka rodzicom – szuka się rodziców dziecku! To jego potrzeby maja oni zaspokajać. Ale wiadomym jest, że by rodzić był dobrym rodzicem, musi być szczęśliwy i akceptować malucha od początku. Dlatego tez bierze się pod uwagę również jego potrzeby. Kandydaci na rodziców decydują o tym ile dzieci, w jakim wieku i jakiej płci są gotowi adoptować. Oczywiście bywa, że pracownicy ośrodka namawiają do zmiany zdania – bo np. widzą, że dana para lekko poradzi sobie z rodzeństwem, ale ostateczna decyzja należy do kandydatów. Są oni też pytani o gotowość do adopcji dzieci ze zdiagnozowanymi lub podejrzewanymi zaburzeniami określonego rodzaju np. FAS, choroby przewlekłe, zaburzenia autystyczne itp.  Jeśli odpowiemy, że nie to dzieci z postawionymi rozpoznaniami czy podejrzeniem klinicznym nie będą brane pod uwagę w doborze. Oczywiście trzeba sobie zdawać sprawę, że u małych dzieci niczego nie da się potwierdzić, ani wykluczyć, ale jest opcja zgłoszenia takiego zastrzeżenia. 
Nie wiadomo, z jakiej rodziny dziecko pochodzi. 
To akurat dokładnie wiadomo. Zazwyczaj to, co złe.. A opiekunowie tymczasowi jeszcze, co nieco opowiedzą, jeśli tylko będziemy słuchać. Większość dzieci do adopcji pochodzi z rodzin, gdzie dzieje się źle. Są odbierane, bo są zaniedbywane, bite, molestowane. Nie, nie trafiają do adopcji dzieci odbierane „z biedy”. Owszem zdarza się, że z powodu złych warunków bytowych dzieci trafiają do RZ lub RDD, ale o ile rodzice się nimi interesują, nigdy nie są przekazywane do adopcji! Kochający rodzice mogę je odwiedzać, praktycznie bez ograniczeń i wracają one do domu jak tylko rodzina stanie na nogi. Niestety takie przypadki to rzadkość. Nasze dzieci zaznały wszystkiego, co wymieniłam na początku tego akapitu. Był też alkohol, pewnie i w ciąży. I te informacje otrzymaliśmy zanim zdecydowaliśmy się poznać nasze dzieci. Nie było tajemnic. 
„Złe” geny
Powszechnie niestety uważa się, że złe zachowania i charakter są całkowicie zależne od genów. Badania naukowe przeczą temu, ale kto by w nie wierzył. Osobowość człowieka kształtuje się we wczesnym dzieciństwie, a nie w DNA. Trzeba też zwrócić uwagę na fakt, że dzieci odrzucone najczęściej mają znaczne opóźnienia rozwojowe wynikające z zaniedbań w domu biologicznych. Powoduje to wydłużenie czasu, w którym kształtuje się osobowość, bo później dzieci te zostają spotykają się z nasiloną interakcją z dorosłymi niż dzieci prawidłowo wychowywane. To właśnie nasz przykład i wychowanie mają największy wpływ na ich późniejsze zachowania. Oczywiście to, co przeszły nie jest bez wpływu na ich dalsze życie i nasza w tym głowa, by pomóc im poradzić sobie z przeszłością. Ale geny nie maja tu nic do rzeczy. Owszem determinują pewne cechy zewnętrzne i pośrednio tendencje czy podatność na różne czynniki środowiskowe, ale nie ostateczne cechy charakteru, czy nawet wyglądu! Dzieci adoptowane nawet fizycznie upodobniają się do swoich rodziców – ja mam tak już po 3 latach! Połowa ludzi nie chce wierzyć, że to nie nasze biologiczne maluchy. 
Owszem dziedziczyć można tendencje do chorób psychicznych (np. schizofrenii) i jeśli mamy taką informację warto obserwować czujniej nasza pociechę, by na czas zareagować. Nie dziedziczy się natomiast dosłownie takich chorób. Tylko niewielka część osób obciążonych genetycznie zachoruje – dziedziczenie tendencji jest, bowiem wielogenowe. 
Dziedziczy się tez skłonności do nałogów, w tym alkoholizmu. Geny do tego usposabiające posiada ok. 30%  ludzi. Oznacza to, że prawie, co 3 z nas je ma. Nie sadzę, by istniała jakaś rodzina, w której  w kilku ostatnich pokoleniach nikt nie miał problemów z alkoholem.. Do tego 30% Polaków regularnie się upija. A mimo wszystko tylko u 3% dorosłych stwierdza się alkoholizm. Z czego to wynika? Ano z tego, ze reszta posiadaczy w/w genów po prostu rzadko pije alkohol, to i się nie uzależni. Dlatego ważne jest, by dać dzieciom dobry przykład w tej kwestii, a ze starszymi rozmawiać o możliwych zagrożeniach. 
Dzieci do adopcji mają zaburzenia, których nie da się naprawić. 
No to moje dzieci są genialnym przykładem, by podważyć ten mit! No to po kolei: 
Asia – w momencie adopcji owszem dzięki ogromie miłości, jaki dostała w RDD nadrobiła już wiele problemów emocjonalnych, ale nadal borykała się z bardzo niskim poczuciem własnej wartości i wyuczona bezradnością. Nic nie chciała robić sama i na wszelkie wyzwania reagowała lękiem. 
Dzisiaj jest uśmiechnięta, towarzyską 9 latką, całkowicie samodzielną, występującą  bez tremy w licznych przedstawieniach szkolnego koła teatralnego. Nauczyła się jeździć na rowerze, rolkach i łyżwach. Pięknie czyta i ma świetną pamięć. Średnia jej ocen (znaczy poziomów, bo przecież w klasach 1-3 niby nie ma ocen) oscyluje w okolicy 4,5. Owszem czasem jeszcze zdarza jej się schować pod stół, czy popłakać, gdy zadanie wydaje jej się za trudne, ale kilka przysiadów czy kółko biegiem wokół pokoju ją resetuje i nagle wszystko staje się łatwiejsze. 
Zuzia – ta sprytna i inteligentka 3 latka kompletnie nie potrafiła panować nad emocjami. Gdy coś nie było tak jak chciała wpadała w dziką złość, krzyczała i naśmiewała się z nas, by zaraz potem wpadać w szał, niszczyć rzucać i bić. Gdy przerywaliśmy jej atak agresji izolując ją od innych dzieci i osłaniając się tak, by nie mogła zrobić nam krzywdy, przeradzały się w autoagresję – wszystko po to, by dostać uwagę! Wyglądało to przerażająco, a sposób był prosty! Dać jej uwagę, gdy jest spokojna. Gdy nie jest, zaakceptować te emocje, zapewnić o miłości i przeczekać, a potem nauczyć jak sobie z tym radzić. Dziś Zuzia, gdy jest zła tupie (ale w dywan, by nie było za głośno) lub boksuje w poduszkę. Jeśli może mówi o tym, że jest zła. I bardzo szybko wraca do normy! 
A tu jeszcze ciekawostka – w badaniach w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej wyszło, że poziom jej inteligencji wrodzonej jest przeciętny, ale nabytej bardzo wysoki – umieszczając ją całościowo na granicy wysokiej/bardzo wysokiej inteligencji!
Ta 6 latka w pierwszej klasie ma średnią 5,6.. Czyta praktycznie płynnie, mnoży, dzieli i rozwiązuje zadania z klasy drugiej. 
 Ali – To już najbardziej obrazowy przykład. Gdy z nami zamieszkał miał 1,5 roku. Nie mówił – ba on nawet nie wydawał dźwięków. Nie bardzo chciał nawiązywać z nami kontakt wzrokowy. Potrafił się bawić tylko na 2 sposoby – albo rzucać przedmiotami, albo kręcić kołami pojazdów. Nie chciał jeść stałych pokarmów. 
3 lata później jest bardzo rozgadanym 4,5 latkiem, jedynym naszym dzieckiem, które prawidłowo wymawia wszystkie głoski, jego słownictwo zostało oszacowane przez psychologa, który odwiedził przedszkole na 7-8 lat.. Ali czyta samodzielnie nawet 4-5 sylabowe wyrazy. Zaczyna pisać. Chłonie wiedzę jak gąbka! Je wszystko! W zasadzenie nie ma produktu, którego by nie zjadł. Bawiąc się tworzy rozbudowane historie i dialogi, łącząc razem wiele sytuacji z bajek, filmów i książek, zawsze dodając coś od siebie. 
Jak widzicie można! Powiem Wam więcej. Znam rodziców, którzy adoptowali dziecko z FAS i również osiągnęli genialne rezultaty. Dziś nikt nie chce wierzyć w jego rozpoznanie. Objawia się ono tylko tym, że ma z matmy tróje, a z reszty przedmiotów 4 i 5.. 
Jeśli będziemy pracować nad naszymi dziećmi osiągniemy bardzo dużo, a przede wszystkim to, co najważniejsze – wychowanym szczęśliwych i samodzielnych ludzi. 
Rodzice/rodzina
Ośrodek adopcyjny i sąd wchodzi z butami w nasze życie, odpytuje rodzinę i znajomych.. 
Pracownicy ośrodka adopcyjnego muszą nas dobrze poznać, po to, by znaleźć dziecko, dla którego będziemy najlepszymi rodzicami. Ale to od nas zależy na ile się przed nimi otworzymy. Nikt nie zmusi nas do udzielenia odpowiedzi na pytania, na które nie będziemy chcieli odpowiedzieć. Owszem są 2 spotkania w domu, ale to my pokazujemy, co pokazać chcemy. Owszem rozmawiamy o naszej rodzinie i przeszłości, ale nikt nie zadaje kłopotliwych pytań i nie sprawdza, czy odpowiadamy szczerze. Wypełnia się też „księgi życia” – takie zadania domowe, gdzie jest dużo różnych pytań i zadań do wykonania, ale o treści decydujemy sami. Na spotkaniu o małżeństwie pada pytanie o problemy, ale można powiedzieć, że nie ma nic poważnego. Wszystkie te spotkania i pytania są po to, by nam pomóc. Często po długim leczeniu niepłodności stosunki w małżeństwie nie są najlepsze, a przecież dzieci potrzebują pełnej rodziny i dlatego te sprawy trzeba rozwiązać przed adopcja. Nikt nie wypytuje rodziny, nie chodzi po sąsiadach. Owszem podaje się kontakt do 2 przyjaciół – sami ich wybieramy – ale to tylko w przypadku, gdyby psycholog miał jakiś problem z nami i potrzebował wsparcia, by nam pomóc. Nikt nie chce tu źle dla potencjalnych rodziców! Wręcz przeciwnie! 
Trzeba się spotykać z biologicznymi
Tak jest w USA, nie u nas. W Polsce adopcja jest tajna. Biologiczni nie mogą uzyskać żadnych informacji o dziecku od momentu, gdy pojawiają się potencjalni rodzice adopcyjni. Nie mogą tez już widywać dzieci – choć w większości przypadków od dawna się nimi nie interesują. Dzieci mogą uzyskać informacje o biologicznych w sądzie, gdy skończą 18 lat. W momencie adopcji otrzymują nowe nazwiska, jeśli chcemy to imiona i nowe nr pesel. Dostają całkiem nowe akty urodzenia, gdzie rodzice adopcyjni są wpisani, jako rodzice, a pozostaje jedynie data i miejsce urodzenia. 
Rodzice adopcyjni otrzymują pieniądze za opiekę nad dziećmi
Dotacja obowiązuje w pieczy zastępczej. Adopcja to pełne rodzicielstwo. I tak jak rodzice biologiczni, adopcyjni mogą liczyć na ulgę podatkową, macierzyński (w przypadku dzieci młodszych niż 7 lat) i teraz 500+. Jako rodzice sami odpowiadają za utrzymanie swoich dzieci. 
Adopcja to ostateczność
Niepłodność dotyczy 20% par, a tylko nieliczni decydują się na adopcję. Dzieci adoptują też osoby posiadające dzieci biologiczne. Owszem są pary, które decydują się adoptować dziecko po długim leczeniu niepłodność i traktują to, jako ostateczność, ale jest ich mało. Taką decyzję podejmują zwykle ludzie, którzy biorą tę drogę pod uwagę od początku. Tak też było u nas. Osobiście nie chciałam nawet podejmować leczenia metoda IVF i zdecydowałam się na 3 próby, tylko na prośbę męża, który chciał jeszcze tego spróbować. Prawdopodobnie, przy znacznie dłuższej terapii i stosowaniu sporej ilości leków w końcu, by się nam udało. Adoptowaliśmy dzieci mając po 33 lata, więc teoretycznie był czas. Ale my chcieliśmy być rodzicami! Chcieliśmy podzielić się sobą, naszą miłością. Adopcja to droga, może plan B, ale nie ostateczność. Adopcja to cud. Nagle okazuje się, że twoje dzieci są już na świecie i tylko musicie się odnaleźć! 

7 komentarzy

  • Paulina Rychter

    Jestem pod ogromnym wrażeniem 🙂 Jako dziecko mialam okazję poznać kilka osób adoptowanych, w mojej szkole nawet nauczyciele mówili, że to biedne dzieci. Jednak nie roznili sie niczym od dzieciakow z biologicznych rodzin!

  • Kasia

    A jak jest z adopcją, gdy ma sie swoje dzieci, ma sie ich dużo, a czujemy, ze mozemy dac cos jeszcze komus, kto mial w zyciu pod gorke? To jest mozliwe, znasz takie rodziny?
    My mamy czworke dzieci i po 30, 33 lata. Mysle, ze za kilka lat bedziemy dysponowac przestrzenia i srodkami, by nasza rodzina powiekszyla sie jeszcze o 2-3 dzieci. Myslisz, ze bedzie mozliwa adopcja? Czy to w ogole ma sens? Czy sa gdzies dzieci, ktore na takich rodzicow czekaja?

  • Kaś

    Oczywiście, że jest to możliwe. Fakt czeka się dłużej..bo łatwiej czekać, gdy ma się dzieci niż bez nich. Jeśli macie możliwości i siły to do dzieła!:)

  • joanna

    A orientujesz się może, Droga Autorko, jak sprawa wygląda gdy ktoś chce mieć tylko dzieci adoptowane? Nie jest bezpłodny, nie ma wiec historii leczenia tej bezpłodności,a le świadomie podejmuje decyzję ze nie chce mieć dzieci biologicznych?
    Bo we wszystkich źródłach, które czytam jest informacja ze historia leczenia bezpłodnosci jest wymagana.

  • Kaś

    W naszym ośrodku nikt o to nie pytał. Nie miało to kompletnie znaczenia. Z resztą była też para, która miała biologiczne dziecko i adoptowała jeszcze dwoje. Podobnie były osoby samotne, które adoptowały dzieci. Nie ma żadnych przepisów, które by nakazywały próby posiadania własnych dzieci.

  • Agnieszka

    My mieliśmy trójkę jak zostaliśmy rodziną zaprzyjaźniona dla 13sto latki. Przyjeżdżała na początku co miesiąc i na wszystkie święta i wakacje. Teraz ma już swoją rodzinę, a my jesteśmy młodymi dziadkami :). Cały czas staramy się być dla niej wsparciem, a ona wie, że może na nas zawsze liczyć. Nasze biologiczne dzieci mają po prostu starsza siostrę, a my czwórkę dzieci, mimo że nasza najstarsza córka ni została formalnie przysposobiona.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *