);
W świecie bliskim i dalekim

Gran Canaria – subiektywny przewodnik dla szalonych rodzinek – część I południe

Największym miastem turystycznym na południu Gran Canarii jest Maspalomas. Tu też znajdował się nasz hotel – Principado. Mimo dość starego umeblowania wprost fantastyczny! No bo w ilu hotelach, za bardzo niewygórowana cenę mamy apartament  ok. 80 m2 – 2 sypialnie, salon z jadalną, kuchnia, łazienka i do tego 15 metrowy umeblowany taras? Dla nas wymarzone lokum! Do tego panie sprzątające przykładały się do swojej pracy tak, jakby w naszym pokoju codziennie odbywały się zabiegi operacyjne na otwartym sercu.. Błysk! I nic naszego nie poprzestawiane – poza poskładanymi piżamami. 

A jedzenie! Marzenie! Fakt na śniadania codziennie ten sam zestaw… ok. 30 różnych potraw… A na obiadokolacje to już raj! Codziennie co innego. Dania europejski i kuchnia hiszpańsko-kanaryjska. Przeróżne mięsa – wołowina, jagnięcina, królik, drób wszelaki. Owoce morza i wspaniałe ryby, a nawet sushi. Warzywa na ciepło i na surowo. Owoce. Rozmaite Codziennie lody, a 3x w tygodniu marzenie dzieci – fontanna gorącej czekolady! Na szczęście jedliśmy tam tylko 2 posiłki dziennie, bo mielibyśmy problem ze zmieszczenie się w ubrania po powrocie;)
Ali zachwycał swoimi wyborami kelnerki i turystki z całego świata, wybierając drób lub ryby czy owoce morza i do tego ciepłe warzywa oraz stały zestaw sałaty, ogórków z dodatkiem sosu czosnkowego, mimo, że dostępne były też frytki, pizzę i tłuste serowe makarony. Nie przeszkadzało mu to oczywiście zaraz potem pochłaniać pełnej miski czekolady z lodami;)

Wybory dziewczynek były może mniej spektakularne, ale każda pamiętała, że na talerzu powinno sie znaleźć źródło białka i warzywa, a z tym co do tego to już bywało różnie, co nie zmienia faktu, że mimo trybu urlopowego nasza dieta nie zmieniła się na fastfoodowo-słodyczową. A wspaniali kucharze z naszego hotelu mieli na to ogromny wpływ! 

 
Hotel w ogrodzie ma 2 basen – duży i głęboki na 110-160cm i mały 0,5 m głębokości dla dzieci. W tym pierwszym pluskaliśmy się razem, a mały pozwalał dzieciom się wyszaleć, a nam odpocząć na leżakach, racząc się kawą czy koktajlami. 
Ok. 600m od hotelu, po zejściu po schodach i przejściu przez parking i pasaż restauracyjno-handlowy chodziliśmy na piękną, szeroką i długą na wiele kilometrów piaszczystą plażę. Fale oceanu są duże i pływanie raczej nie jest możliwe, ale po wejściu już kilka metrów wgłąb, można się rozkoszować ciepłą wodą opływającą nasze ciało. Na plaży można wynająć leżaki i parasole. Piasek jest miękki, suchy wydaje się złocisty. Jednak po zmoczeniu staje się ciemny i mocno przylepia się do skóry. Za to genialnie buduje się z niego zamki. Przy zejściach z plaży się stanowiska do opłukania stóp i butów oraz natryski. Piasek nie zalewany przez wodę nagrzewa się okropnie, trzeba więc chodzić na plaże w butach i zwracać uwagę, by dzieci nie poparzyły się nierozważnie siadając na nim po godzinie 11. 
Na wzniesieniu wzdłuż plaży ciągnie się deptak, po którym chętnie spacerowaliśmy wieczorami. Nie wiem skąd u dzieci taka chęć do spacerów wieczornych, po całym dniu intensywnego zwiedzania.. ale podejrzewam, że pewna rolę odgrywają tu liczne, wylegujące się w „chłodzie” zmierzchu na murkach i ławkach koty, chętnie poddające się głaskaniu;). Tak wiem, jestem straszna, bo pozwalam dzieciom głaskać obce koty.. cóż sama też nie mogę się przed tym powstrzymać. Ale w końcu trzeba mieć jakieś wady.. 
Atrakcją turystyczną Maspalomas sa wydmy Dunas de Maspalomas – taka mini Sahara! Co ciekawe piasek pochodzi z kwarcu, ale nie ze skał, a ze skorupek morskich stworzeń! I został tu naniesiony przez często wiejące wiatry – w czasie naszego pobytu wiało w 2 ostatnie dni – takie mamy niezwykłe szczęście:). Miejsce niezwykłe i faktycznie wygląda jak prawdziwa pustynia i można tam podziwiać roślinność typową dla takich suchych terenów. Można też przejechać się na wielbłądzie. Spacerować tam należy albo rano, albo po 17, inaczej żar płynący od piasku jest nie do zniesienia. Przykre jest to, że mimo licznych oznaczeń i barierek turyści non stop schodzą z wyznaczonych szlaków i niszczą ten rezerwat Pozdrawiam:(. Istnieją obawy, że jeszcze w tym stuleciu zniknie od z powierzchni wyspy, właśnie w wyniku działań ludzi.. Niestety miejscowi, żyją z turystyki i nie specjalnie walczą z takim procederem.. 
W Maspalomas jest park wodny Aqua Land. Wydawałoby się idealna atrakcja dla najmłodszych. Niestety nie jest tak kolorowo. To, że ceny są wysokie jest normalne dla takich obiektów. Natomiast dla dzieci poniżej 120 cm wzrostu jest tylko jeden plac zabaw z krótkimi zjeżdżalniami, wiadrem wody wylewający, się na głowę i fontannami. Tylko jedna zjeżdżalnia na pontonach jest od 110cm. Dodam, że obsługa ściśle przestrzega tych zasad. Gorsze są tylko ogromne kolejki do wszelkich atrakcji.. Można wykupić 2x droższy bilet i stać w nieco krótszej kolejce VIP, która to sprawia, że zwykłe kolejki stają się bardzo powolne. Szczerze – nie polecam! Wole nasz zadaszone, „byle jakie”, ale mocno dostępne Aquaparki. 
Polecam za to gorąco lokalny ogród zoologiczny – choć to w zasadzie bardzo mało powiedziane – Palmitos Park. Pomiędzy rozgrzanymi skałami, za bramą jak w parku jurajskim rozciąga się bajeczna oaza. Część zwierząt owszem przebywa na wybiegach i w dużych klatkach, ale do wielu z nich można wejść! Spacerowanie w odległości metra od bocianów, flamingów i innych wielkich ptaków, jak i papug to nie lada przeżycie. W motylarni trzeba być uważnym , gdyż barwni przyjaciele potrafią ukryć się wśród kolorowych kwiatów. Ogród orchidei dostarcza kolejnych wrażeń wzrokowych. Jest akwarium ukazujące podmorski świat łącznie z rafą koralową. Do tego dochodzą niesamowite pokazy! Delfiny prezentują swoje sztuczki z wielkim zaangażowaniem – nawet przed pokazem robią salta, choć bez polecenia i nagrody:). Pokaz wolnego lotu ptaków egzotycznych, jak i drapieżnych to dopiero przeżycie! Potężne orły i albatrosy. Chętne do współpracy papugi. Ptaki spacerujące po trybunie, czy sadzane przez opiekuna na głowie widzów. Na koniec przezabawny pokaz zdolnych papużek, jeżdżących na rowerze, liczących czy układających się rozkosznie na leżaku:). Ceny zdjęć i gadżetów w delfinami przerażające. Jedzenie i napoje – drogo, ale nie strasznie. Za to koszulki w sklepie z pamiątkami w cenach znośnych, przy tym prześliczne! 
Na południowy zachód od Maspalmas rozciągają się kolejne miasta turystyczne. Z Puerto Rico można wyruszyć na wiele rejsów po oceanie. My płynęliśmy katamaranem na poszukiwanie delfinów. I muszę przyznać, że tej wyprawy nie polecam! Jak pisałam fale są naprawdę duże. Katamaran unosił się na nich co chwilę o kilka metrów górę, a potem opadał w dół. No i co? Cała czwórka (dzieci + tata) zwróciła śniadanie.. Dzieci poszły spać. I delfiny – widoczne tylko przez kilka minut – widziała tylko Asia, która pochorowała się najpóźniej. 

Trochę dalej znajduje się piękne i kolorowe Puerto de Mogan. Białe domy z kolorowymi futrynami i drzwiami, obsypane bajecznie barwnymi kwiatami. Maleńka plaża w romantycznej zatoczce. I kanał z mostkami – jak w Wenecji. Do tego piękna marina, pełna luksusowych jachtów. Idylliczne i aż za słodkie! 
Południe to część dla plażowiczów i fanów sportów wodnych. Trzeba brać pod uwagę, że na całej plaży można opalać się toples, a spora część jest przeznaczona dla nudystów. Są też wyznaczone plaże oznaczone tęczową flagą – czyli „Gay friendly”. Faktycznie w tej części wyspy można spotkać nie tylko ludzi wszelkich narodowości, ale i różnych orientacji seksualnych. Nam nie przeszkadzała ani nagość, anie różnorodność turystów. Dzieci na spacerze wzdłuż całej plaży – 10 km, w tym 5 plaży nudystów, zauważyły, że „pan jest goły” dopiero na ostatnim jej fragmencie i po wytłumaczeniu, że na tej plaży można chodzić nago, przeszły nad tym do porządku. Cała trójka moich wytrwałych wędrowców była obiektem ochów i achów par wszelakich – niezależnie od wieku, narodowości czy płci. Wszędzie panuje tu atmosfera akceptacji, której niestety brakuje w Polsce. Natomiast mało podobało mi się wszechobecne lenistwo i obżarstwo… Często śmieci wrzucano za murek, mimo, że ilość śmietników była wystarczająca. W strefach pomiędzy typowo turystycznymi szlakami nikt o nic nie dba i jest brudno.  No, ale nie można mieć wszystkiego;) 
Nie długo kolejne części opowieści o tej niesamowitej wyspie:) 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *