);
Jak rodzic rodzicowi

Konsekwencja i konsekwencje

Ostatnio sporo czytałam postów w sieci na temat stosowania kar i nagród oraz o tym czy konsekwencja jest ważna. Coraz większa część psychologów uważa, że zarówno karania, jak i nagradzanie dzieci jest niekorzystne dla ich rozwoju. I tu przytaczają przykłady takiej jak, sadzanie do kąta za posiadanie innego zdania czy odmówienie zjedzenia posiłku – to, jeśli chodzi o kary. Oraz płacenie za dobrą ocenę w szkole lub nagradzanie lodami wykonania obowiązków domowych. I w tej kwestii absolutnie się z nimi zgadzam, bo takie formy „motywacji” to zwyczajne przekupstwo i zastraszanie. Dodatkowo jest faktem, że brak nagrody jest w tym wypadku dość uciążliwą karą. 
Jednak uważam, że nie ma możliwości wychowywać dzieci dosłownie bez kar i nagród. Ci sami specjaliści, którzy o tym piszą, stwierdzają jednoznacznie, że dzieci czują, które zachowania są akceptowalne, a które nie, na podstawie naszych emocji i zachowań. A czym innym jest dla dziecka nasza wykrzywiona w złości czy smutku twarz, jeśli nie karą? A nasz uśmiech i radość to nie nagroda? Dla mnie to zdecydowanie taki układ. Nikt z nas nie jest w stanie ukryć tego, co czuje. Nawet, jeśli zachowujemy spokój i używamy „wyuczonych formułek” to nasze emocje promieniują na dzieci. 
Ale czy to źle? Osobiście uważam, że nie! W końcu nasz świat pełny jest kar i nagród. Pracujemy przecież głównie dla pensji – czyli wynagrodzenia.. A za zachowania poza prawem jesteśmy karani. W dorosłym życiu większość ponoszonych przez nas konsekwencji nie jest w dosłownym sensie naturalna, ale wynika z tego, że nie jesteśmy tu sami – z uwarunkowań społecznych. 
Moim zdaniem wychowując dzieci, aspekt życia wśród innych ludzi musimy również brać pod uwagę i nauczyć je jak sobie radzić w relacjach z innymi. A co za tym idzie ponosić również „społeczne konsekwencje”. 
Ja to widzę tak. Przede wszystkim pozwalam ponosić dzieciom naturalne konsekwencje. Czyli nie zjedzą posiłku – są głodne (nie dam nic w zamian). Nie ubiorą się rano – idą do szkoły w piżamie (raz się zdarzyło;)). No oczywiście w granicach rozsądku – nie pozwolę im poparzyć się o gorący piekarnik, ale dotknąć mocno ciepłego – czemu nie. 
W drugiej kolejności pozwalam na odczucie konsekwencji, które łączą się z życiem w rodzinie i społeczeństwie. Na przykład – jeśli nie pozwalasz bawić się bratu twoją lalką, nie dziw się, że nie pozwoli Ci dotknąć jego samochodu. Ale też: jeśli nie posprzątasz zabawek z podłogi w pokoju to ja nie przyjdę czytać bajki, bo nie lubię bałaganu i obawiam się potknąć. To nie jest kara, to wyraz szacunku do samego siebie. Żyjemy razem i musimy się do siebie dopasować. Nie czepiam się bałaganu w szafkach z zabawkami, bo go nie widać i mnie nie drażni, poza tym nie stwarza zagrożenia. Podobnie z zabawą w częściach wspólnych domu. Jeśli korzystamy z takiej strefy to musimy po wszystkim posprzątać, by ktoś inny też mógł z skorzystać. Jeśli tego nie zrobimy, nie możemy korzystać z wspólnego mienia – to wyraz szacunku do innych członków rodziny/społeczeństwa. 
Kiedyś stworzyliśmy sobie rodzinny regulamin i kiedy ktoś łamie zapisane zasady pokazujemy mu odpowiedni punkt w regulaminie. Zarzucono mi, że w ten sposób ograniczam dzieci. Ja? Ale to one wymyśliły te punkty.. Dodatkowo nie są to sprawy błahe – Nie bić. Nie kłamać. Nie wyzywać. Nie niszczyć cudzych rzeczy. Dbać o bezpieczeństwo. Zdrowo się odżywiać. Itp. „A co jeśli dziecko złamanie regulamin, by zaspokoić swoją potrzebę?” Czy serio, któryś z punktów naszego regulaminu można łamać dla swoich potrzeb? Jeśli ktoś tak myśli to dopuszcza czynienie zła dla własnego dobra… Dzięki wywieszeniu regulaminu w widocznym miejscu i w sytuacji jego złamania pokazaniu, go wspólnie „delikwentowi” jedyną karą, jakiej doznaje jest to, że widzi naszą rodzinną dezaprobatę dla działania, które podjął. Dla działania! Nie dla osoby!
A co z chwaleniem? Ja osobiście dzieci chwalę. Gdy je poznałam, ich poczucie własnej wartości leżało w gruzach i potrzebowały akceptacji dla wszelkich działań, które podejmowały. Ale chwalę specyficznie. Nie mówię: Brawo! Super! Ale ładne! Itp. Mówię: Bardzo mi się to podoba. Cieszę się, że tak zrobiłaś. Sprawiasz mi przyjemność tym, że się starasz. Moim zdaniem zrobiłeś to bardzo dobrze. Bo tak to właśnie jest – to moja opinia, moje odczucie i ktoś inny może mieć całkiem odmienne zdanie.
Nagradzam też wysiłki dzieci. Nie nagradzam rezultatów. Za dobre zachowanie – nawet, gdy po ostrzeżeniu dziecko dopiero je koryguje – dzieci zbierają kropki, a nagrodę otrzymują, gdy zbiorą ich 10. To jest swojego rodzaju tablica motywacyjna. Za wysiłki i starania w nauce – chętne czytanie, przykładne robienie zadań domowych i dodatkowych, czy uczenie się nowych umiejętności i zdobywanie wiedzy, dzieci zbierają krzyżyki – 100 w semestrze. Gdy każde tyle zbierze organizujemy dodatkowy 2-3 dniowy wyjazd rodzinny z atrakcjami specjalnie dla niech. Ich ciężka praca zasługuje na takie docenienie, a nie ma lepszej nagrody niż wspólnie spędzony czas – bez obowiązków, gotowania, prania, sprzątanie itp.
I wreszcie o byciu konsekwentnym. Przyjaciele i rodzina często mówię, że konsekwencja to moje drugie imię. Za to niedawno czytałam artykuł, w którym pedagog przekonywał, że wobec dzieci nie trzeba być zawsze konsekwentnym. W pewnym sensie miał rację. To nie wobec dzieci trzeba zachować konsekwencje, a wobec siebie. Jak to mówią „Nie robić z gęby cholewy”. I tak, jeśli ustalam zasadę, że jemy słodkie tylko w wyznaczone dni – to nie podżeram wieczorami czekolady. Jeśli mówię, że trzeba po sobie sprzątać, to robię ro zawsze, nawet, gdy jestem zmęczona. A czy nie ma od tego odstępstw? No pewnie, że się zdarzają! Choroba, bardzo ciężki dyżur, albo, co do słodyczy nagłe zaproszenie na imprezę.. Bo jesteśmy ludźmi, a zdania jak to mówią, tylko krowa nie zmienia. Nie oznacza to jednak pozwolenia sobie na całkowity luz. Nie pozwolę dzieciom jeść cukierków zamiast obiadu w domu, bo to nie zdrowe. Ale może mi się to zdarzyć w podróży, gdy nie będzie się gdzie zatrzymać.
Dlatego tak wyciągam wobec dzieci konsekwencje, które niektórzy nazwą karami, bo w przedszkolu, szkole, pracy i życiu w społeczeństwie, też będą je ponosić.
Tak, jestem konsekwentna, bo tak już mam i uważam to za bardzo ważną i wartościową cechę. 
Tak, nagradzam dzieci za starania i wysiłku, a nie za rezultaty, bo zasługują na to tak samo jak dobry pracownik na wynagrodzenie. 
Dlatego zapraszam po weekendzie na sprawozdanie z naszej tegorocznej nagrody – rodzinnej wycieczki!

Jeden Komentarz

  • Nasze Bąbelkowo

    Mam bardzo podobne podejście – tyle , że z konsekwencja nadal bywa u mnie casami dość krucho i nie zawsze potrafię wytrwać we wcześniejszych zapowiedziach/postanowieniach. Niekiedy wystarcza, że Bąbel zrobi maślane oczy – i serce mi mięknie zupełnie 😉 Ale pracuję nad sobą 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *