);
Jak rodzic rodzicowi,  Okiem chirurga

Jak to robisz, że nie chorują?

Jaka jest pogoda za oknem, każdy widzi.. w przedszkolu i szkole nieobecności sięgają 20-30%. A moje dzieci (odpukać!) ciągle zdrowe!. Asia opuściła z powodu choroby w tym roku szkolnym 1,5 dnia. Zuzia 1, a Ali 6 – 5 dni na rota wirusa i 1 „bo wyglądała niewyraźnie”. Do tego 1 dzień w Boże Narodzenie i 1 dzień 2 weekendy temu. Generalnie moje dzieci, jeśli chorują to dobę. Potem bez żadnego leczenia (ew. przeciwgorączkowe) zdrowieją błyskawicznie. Zauważyła to niedawno jedna mama z klasy Zuzi – „Jak pani to robi, że one nie chorują?”  – zapytała. Spojrzałamm na jej okutaną w szalik, czapkę i puchówkę 7 latkę, z batonem i sokiem w rękach.. i postanowiłam coś napisać.. 
To nie jest tak, że jest cudowny sposób, ale wiele można osiągnąć i w tej kwestii!
1. „Nieśmiertelna” zdrowa dieta – w zasadzie wystarczy wymienić cukry proste na złożone – czyli słodycze na warzywa. Dzieci potrzebują sporo tłuszczu, wiec tego nie należy ograniczać, ale warto używać tych pozytywnych. Każdy z Was musi wypracować swój sposób, w zależności od potrzeb. Ja Wam powiem, jak wygląda to u nas: 
 – słodycze jemy tylko w wyznaczone dni – są to sobota i niedziela oraz święta, a także czas np. u babci – mieszka daleko i bywamy tam tylko 2x w roku przez 5-7 dni, także dzieciom nie zaszkodzi, a babcia może porozpieszczać
– nawet w dni słodyczowe, słodycze są tylko wtedy, gdy zjedzone zostaną 3 główne, wartościowe posiłki
– co się da kupuję pełnoziarniste – chleb, często sama go piekę; mąkę, makaron itp., białe pieczywo jemy nie częściej niż raz na tydzień
– ziemniaki jemy raz w tygodniu – są przecież wspaniałe kasze, ryż brązowy, makaron, a w końcu super zdrowe pure z dyni czy kalafiora!
– 2 obiady w tygodniu to ryba, 2 drób,  1 całkiem jarski, 1 wołowina/jagnięcina/wieprzowina i 1 taki „pół” jarski 
– śniadania mamy z góry ustalone: pn – płatki jaglane na mleku z miodem i owocami, wt. kanapka z pasztetem lub wędliną i warzywami, śr – płatki żytnie i owsiane w miodzie z mlekiem, czw – kanapka z miodem i żółtym serem, pt – kanapka z rybą z puszki lub pastą rybną, so – kanapka z masłem orzechowym i dżemem, nd – coś na ciepło – jajka (różna forma) lub parówki (kupujemy z fileta z kurczaka 98% mięsa)
– do szkoły dzieci dostają 2 owoce, serek (taki bez syropu glukozowo-fruktozowego) i porcję orzechów, nasion i rodzynek
– w szkole jedzą obiad o 12:30, w domu o 18 „nasz obiad” – wtedy jesteśmy razem i wszyscy jedzą to samo, nie wiadomo co i ile zjadają w szkole
– pijemy wodę i mleko, sok tylko do obiadu (chyba, że wolą co innego) wszystkie prosto z lodówki – nikt nigdy nie miał chorego gardła!, kakao zimą i jesienią, po spacerze
– dla naszej rodziny gotuję/przygotowuję na obiad 70-100 dag warzyw, nie unikam przypraw! Wręcz przeciwnie, królują u nas dania tajskie czy indyjskie i nasz wspaniały czosnek!
Z grubsza to tyle – kto chce niech korzysta, ale to jest taki nasz sposób, ustalony wspólnie całą rodziną. 
2. Ruch i jeszcze raz ruch – mój mąż, który najchętniej leżałby z komórką lub laptopem na kanapie przez pół dnia, ma mnie już czasem dość, ale ja uważam, że wiem co robię! Gdy tylko jest okazja wyganiam towarzystwo na świeże powietrze i zapewniam zabawy ruchowe! Ciągle chodzimy, biegamy, pływamy, tańczymy, jeździmy na rowerach itp. W tygodniu tego czasu mniej, ale nadrabiamy w weekendy z nawiązką. A co, gdy leje, zimno i wieje? W domu też można „poszaleć”. Paradoksalnie z pomocą przychodzi konsola – z opcją sterowania swoim ciałem – tylko takie mamy gry i uwierzcie, że pot spływa jak się pogra:) Do tego urządzamy czasem wspólne dyskoteki, albo aerobik. Jesteśmy razem i jest super!
3. Ubieramy się tak samo – nie ma nic gorszego niż dziecko, które się zgrzeje i z tego wszystkiego zrzuci kurtkę czy czapkę! Ubieram dzieci tak jak bym ubrała siebie w tej samej sytuacji. Czyli zdarza się, że sama ubieram się cieplej! Bo np. wiem, że one będą biegać, a ja siedzieć na ławce (rzadko, ale bywa;)). Moje dzieci mają bluzy z kapturami i gdy robi się dodatnio nie nosimy już czapek. Jeśli wieje, albo się ochłodzi – kaptur na głowę i z głowy;). Nie nosimy tez rajstop pod spodnie – ja osobiście tego nienawidzę i nie widzę potrzeby katowania tym dzieci. Jeśli jest ciepło (do -5) to po co? Jeśli jest zimniej to mają spodnie śniegowce – problem z głowy. Szaliki też rzadko noszą, bo mają kurtki ze stójką, a to chroni szyję. 
4. Niech się ubrudzą! – mamy pralki;). Pozwalam dzieciom bawić się błotem, grzebać w piachu i ziemi, tarzać się w śniegu czy trawie, skakać po kałużach w kaloszach, zjeść coś co spadło na podłogę u nas w domu – w końcu mamy te same bakterie wszyscy. Mamy mydło i wodę – po zabawie się umyją! I to sedno sprawy – mycie rąk powinno być nie wymuszonym odruchem – a jak tego nauczyć, oczywiście myjąc ręce, najlepiej razem z dzieckiem. Ali miał rota-wirusa – wiecie jakie to zaraźliwe.. w jego grupie w przedszkolu chorowali wszyscy! A moje dziewczyny nie zaraziły się – ale wierzcie mi, że myły ręce 30 razy dziennie.. udało się – czy na 100% dlatego? Nie wiem, ale z pewnością nie zaszkodzi! Natomiast nie ścigajmy dzieci na polu do mycia co 5 min. W końcu zaraz i tak wpakują ręce w jakieś „siedlisko” bakterii – ale uwierzcie mi, że te na wolnym powietrzu są milion razy mniej groźne niż te z zamkniętym pomieszczeniu, bo tu słońce, wiatr i deszcz nie zrobią z nimi „porządku”. Umyją się, gdy wrócą do domu. 
5. Uwaga na „bliskość”– nie bójcie się, nie powiem wam, żeby nie tulić, głaskać i być blisko z maluchami – to jest konieczne! Ale mam jedno ale – nie całujmy dzieci w usta! Nasze drobnoustroje raczej im nie zaszkodzą. Tylko, że maluchu uczą się naśladując – i wierzcie mi zaraz pocałują w usta 15 koleżanek, panią z przedszkola czy szkoły, a nawet miłą sąsiadkę.. i tu robi się problem z infekcjami. Na ciele dziecka jest wiele lepszych miejsc do całowania! Ja osobiście preferuję czoło i szyję;) W sprawie długowłosych.. ważne, by spinać dzieciom włosy – zawsze trochę zmniejszy to ryzyko złapania wszy, a jest ich w szkołach ogrom..
6. Suplementy – często dyskutuje się na ten temat, czy przy zdrowej diecie są one potrzebne. Sama daję dzieciom kompleks witamin i mikroelementów, bo mam wówczas poczucie, że o niczym nie zapomniałam. Natomiast pewne jest, że w naszym klimacie konieczna jest suplementacja witaminy D3 – nie ma szans u nas wyprodukować jej tyle ile trzeba, bo za mało mamy słońca – a do tego przecież dzieci smarujemy blokerami od góry do dołu.. Witamina ta, oprócz wzmacniania kości ma wiele pozytywnych funkcji – m.in. wzmacnia naszą odporność, przyspiesza metabolizm i dodaje energii. Dlatego to po prostu nasz obowiązek, by ją suplementować.
7. Szczepić – szczepię i będę szczepić.. dlaczego – bo kocham moje dzieci. Kto ma wątpliwości niech wróci do mojego posta: http://niezkrwiazduszyiserca.blogspot.com/2016/11/5-powodow-by-nie-szczepic-dzieci.html 
Nie ma niezawodnego sposobu, by nasze dzieci nie chorowały (wbrew temu co piszą w reklamach różnych dziwnych suplementów). Możemy jednak sporo zrobić, by ich odporność miała właściwy poziom.

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *